piątek, 5 września 2014

Informacje i OS Leonetta, który brał udział w konkursie "Żyjąc złudzeniami" cz.1

Od dzisiaj, tj. 5września do 11 września, godziny 21 można głosować w sondzie. wyniki będą podane po tej godzinie. Jest mi przykro, że party nie były komentowane, bo widzę, że liczba ich wyświetleń jest mniej więcej taka sama. Cóż, rok szkolny pewnie robi swoje.
Niestety 8 praca została zdyskwalifikowana. Suzy przeprasza za zamieszanie, które wynikło z tego iż sama zapomniała o tym, że kiedyś napisała w poście, że taki part planuje. Gdyby ktoś jeszcze zauważył jakieś naruszanie regulaminu to proszę mnie o tym poinformować. To tyle z najważniejszych ogłoszeń. Teraz zapraszam na mojego parta, który został wyróżniony w konkursie u Oli na blogu Podaruj mi jeden dzień więcej. Planuję napisać kolejną/kolejne część/części, jednak nie wiem kiedy i nie wiem ile ich będzie. Być może faktycznie tylko jedna, muszę to dokładnie przemyśleć. Miłego czytania.




Kochany Pamiętniku,
Dawno nie pisałam, za co przepraszam. W ostatnim czasie jednak tyle się wydarzyło, że musiałam do Ciebie zajrzeć. Już nie wytrzymuję!
            Moje życie legło w gruzach. Nie mam już nic. Rodziców, przyjaciół, narzeczonego, a nawet dziecka. Wszystko straciłam. Moje życie to jedna, wielka farsa, stek bzdur, kłamstwo.
            To koniec. Mam dość. Chciałabym zniknąć, ale nie potrafię. Brak mi odwagi. Jestem tchórzem. Cholernym tchórzem.
                                                                                                                      V.


- Kochanie, popatrz! – Krzyknął roześmiany brunet. Tomas wziął rozbieg i zrobił salto w powietrzu, czym wywołał niemałe poruszenie wśród plażowiczów. Każdy chciał go zobaczyć, zrobić sobie zdjęcie, wziąć autograf. W końcu to był sam Tomas Heredia. Zawodnik FC Barcelony i reprezentacji Argentyny. Jego wybranka, Violetta Castillo spojrzała na niego z miłością wymalowaną w oczach. Szatynka była z piłkarzem odkąd sięga pamięcią. Poznali się w przedszkolu, później podstawówka, gimnazjum. W szkole średniej zostali parą i tak jest do dziś. Od ośmiu lat są w szczęśliwym związku. Nie widzą świata poza sobą. I piłką, jeśli chodzi o młodego mężczyznę.
            Violetta wstała z uśmiechem z kocyka i podreptała w stronę ukochanego, do którego się przytuliła, szepcząc słowa pochwały. Castillo w przeszłości miała szansę zostać światowej sławy modelką. Wzięła udział w dwóch pokazach i miała podpisać kontrakt. Jednak nie spodobało się to brunetowi, który kategorycznie jej tego zabronił. Przecież jego kobieta nie może paradować po wybiegach w samej bieliźnie, często skąpej.
- Jutro wracamy. – Rzuciła – trzeba się spakować – dodała, całując jego opalony policzek.

Starła spływające po policzkach łzy, wrzucając zdjęcia do wielkiego ogniska, które zrobiła na podwórku. Przeklinała się w duchu za to, że jest na tyle słaba, że nawet nie potrafi odgonić trapiących ją wspomnień. Ale czy można ją było za to winić? Spędziła z chłopakiem większość swojego życia. Zranił ją, to fakt, ale nie wymaże od tak tych wszystkich lat. Szczęśliwych lat.

- Cześć mamo, tato. – Przywitała się z rodzicami, wchodząc do domu i odstawiając walizkę. Nie zwróciła uwagi na ich posępne miny. Od jakiegoś czasu często takie mieli. Rodzice szatynki prowadzili własną firmę, która znana jest na całym świecie. Dzięki temu mogli spełniać każdą zachciankę ukochanej, jedynej córki. Jednak firma to nie tylko przyjemności. Każdy, kto prowadzi własną działalność wie, że wiążą się z tym pewne wyrzeczenia, nieraz problemy. Liczne opłaty, rozliczenia. Świadomość, że jest się żywicielem rodzin tych wszystkich pracowników, że oni wszyscy pokładają w Tobie wiarę, nadzieję na lepsze jutro. Starasz się już nie tylko dla siebie, swojej rodziny, ale też dla nich. Nie chcesz ich zawieść, wiedząc, jakie są realia, jak ciężko o pracę i jakie ceny panują na rynku. Chcesz być jak najlepszym pracodawcą, ale wiesz też, że musisz od nich wymagać, bo bez tego nie osiągniesz sukcesu, a bez sukcesu Twój pomysł zginie w tłumie wielu innych, aż w końcu będziesz musiał zakończyć działalność, zawiedziesz tych wszystkich ludzi, zawiedziesz siebie. – Muszę Wam coś powiedzieć. – Powiedziała uśmiechnięta, licząc, że tą wiadomością sprawi, że na twarzach ukochanych rodziców, choć na chwilę pojawi się uśmiech. – Jestem w ciąży. – Powiedziała. Wiedziała już o tym od jakiegoś czasu. Ona i nikt inny. Nie powiedziała jeszcze narzeczonemu. Najpierw chciała poinformować rodzicielkę, która zawsze marzyła o zostaniu babcią. Spojrzała na zasępione twarze swoich towarzyszy i zgłupiała. Myślała, że się ucieszą. Była wręcz tego pewna. – Będziecie dziadkami – dodała, łudząc się, że po prostu są w szoku, że za chwilę wstaną, uściskają ją i pogratulują, zapewniając, że Tomas będzie się cieszył tak, jak oni. – Okey… Ja pójdę się odświeżyć i pogadamy o tym za chwilę. – Poszła na górę, zastanawiając się, o co może chodzić. Otworzyła drzwi od swojego królestwa i zamarła. Ściany były gołe, meble puste, a wszystkie jej rzeczy stały przy łóżku spakowane w kartony i walizki. Weszła powoli do pomieszczenia, szczypiąc się, aby sprawdzić, czy to przypadkiem nie jest sen, że to nie dzieje się naprawdę. Niestety. Taka była prawda, takie były realia. – Zbankrutowaliśmy. – Szepnęła pod nosem i wyszła z pokoju, zaglądając do innych pomieszczeń. Wszystko stało na swoim miejscu. Tylko jej pokój wyglądał inaczej. Tylko jej rzeczy były spakowane. Czując cisnące się do oczu łzy, zbiegła na dół. Przecież nie planowała przeprowadzki. Coś ewidentnie było nie tak. Spojrzała na nich wzrokiem, proszącym o wyjaśnienie. Jej matka spuściła głowę i wlepiła spojrzenie w podłogę, pokrytą czerwonym dywanem.
- Nie jesteś naszą córką. – Powiedział jej ojciec bez jakichkolwiek uczuć. Żadnego współczucia, smutku, radości. Nic. Patrzył tylko na nią złowrogo. – Masz się stąd wynieś. Nie będziemy Cię utrzymywać. Ale zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to niespodziewane, więc dostaniesz od nas wyprawkę. – Dodał beznamiętnie i wstał. – Czas masz do jutra. – Wyszedł, a jej świat się zawalił.

Cisnęła ramkę ze zdjęciem, które przedstawiało ją w objęciach rodziców. Przepraszam. Ją w objęciach obcych ludzi, którzy przez całe jej życie sądzili, że są jej rodzicami. Dopiero miesiąc temu dowiedziała się prawdy. Poznała ich biologiczną córkę, która urodziła się w tym samym dniu, co ona. Zostały podmienione w szpitalu. Rodzice Natalii byli biedni, a to, że nie jest ich córką okazało się przypadkiem. Wtedy brunetka zaczęła szukać, wypytywać, aż trafiła. Zostały zrobione testy i wyszło, że jest ich biologiczną córką. To za jej sprawą Violetta straciła wszystko. To ona poprosiła ojca, aby wyrzucił ją z domu. Kiedy wychodziła, widziała szatynka łzy w oczach Marii, swojej matki, ale ojciec pozostał niewzruszony. Widziała też uśmiech triumfu Natalii. Te wszystkie obrazy przelatywały jej przez głowę, ponieważ wczoraj szczęśliwa rodzinka przyszła na obiad do restauracji, w której pracowała. Ponownie widziała pogardę w oczach ojca i jego córki oraz współczucie i ból w oczach matki.
            Otarła wciąż spływające po jej policzkach łzy, co rozmywały jej perfekcyjny makijaż, który nie był już wykonany kosmetykami z najwyższej półki, a tymi tańszymi, na które w tym momencie było ją stać. Skończyło się beztroskie życie. Z dnia na dzień musiała zacząć myśleć o sobie. Pójść do pracy, aby się wyżywić i popłacić rachunki. Nie chciała przyjmować pieniędzy od rodziny Castillo. Przysięgła sobie, że odda im wszystko, co do grosza toteż do pracy poszła od razu. Dodatkowy chwytała się każdego innego zajęcia, aby mieć dodatkowe zarobki. Często zostawała po godzinach, pracowała na dwie zmiany. Jednak ile w takich warunkach może wytrzymać osoba, która nigdy pracować nie musiała? Znajomi z pracy prosili ją, aby uważała, bo za chwilę coś się przytrafi i pójdzie na tak zwane L4.
            W stercie zdjęć, które tak usilnie wrzucała do płomieni znalazła te najważniejsze. Dla niektórych kompletnie niezrozumiałe, a dla niej tak wyraźne, że niemal mogła na nim pokazać, gdzie znajdowało się jej dziecko. Mały zarodek, przypominający fasolkę, który rozwijał się pod jej sercem, a którego już nie ma.

Zamówiła taksówkę i niemal od razu wyszła z domu. Nie chciała przebywać pod jednym dachem z tymi ludźmi. Kierowca pomógł jej włożyć najważniejsze walizki do bagażnika, po resztę zamierzała przyjechać później. Wsiadła do niej i podała mężczyźnie adres narzeczonego. Wysadził ją pod wielką, okazałą willą w kolorze piasku, ogrodzonej czarnym płotem. Bez problemu przeszła przez furtkę, ciągnąc za sobą dwie walizki. Zapukała i czekała, aż Heredia jej otworzy. Po chwili usłyszała kroki, zgrzyt zamka i potężne, dębowe drzwi zaczęły się otwierać.
- Co tu robisz? – Zapytał oschle, a ją zamurowało. – Nie przypominam sobie, abym prowadził schronisko dla bezdomnych – dodał, patrząc na nią z pogardą. – Możesz oddać pierścionek i spadać. Nie zakochałem się w żebraczce. – Zakończył. Violetta pokręciła głową, czując, że łzy znowu napełniają jej oczy. Nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Patrząc na niego, zdjęła pierścionek i rzuciła mu go w twarz. – Myślę, że jasne jest też to, że nie chcę tego dziecka. Masz je usunąć. Nie wiem, jak to zrobisz bez pieniędzy, ale chętnie Ci pomogę. – Uderzył ją w brzuch, aż się skuliła. Łzy ciekły jej nieubłaganie, a on, żeby mieć pewność, że płód nie przeżyje kopnął ją kilka razy. Nie mogła uwierzyć, że mężczyzna, którego kocha potraktował ją w taki sposób. Splunął na nią na pożegnanie i zatrzasnął jej drzwi przed nosem, a ona wciąż tam tkwiła. Obolała, wykorzystana, zraniona.

Opadła na kolana, załamując się do reszty. Wrzuciła zdjęcie z USG do gorących płomieni, które ogrzewały jej zmarznięte ciało. Miała ochotę krzyczeć, ale z jej gardła nie wydobywał się żaden dźwięk. Nie miała sił, była wrakiem człowieka. Nie miała, do kogo się udać, nie miała jak walczyć.

Upokorzona zmuszona była skorzystać z pomocy swoich dotychczasowych opiekunów. Raz jeszcze zadzwoniła po taksówkę, która tym razem zawiozła ją pod mieszkanie, które dano jej, jako wyprawkę. Na miejscu zobaczyła stare blokowisko, o którym mówiło się, że mieszkają osoby, będące w konflikcie z prawem. Zapłaciła, wzięła swoje walizki i przestraszona udała się do odpowiedniej klatki, rozglądając się, aby przypadkiem nikt jej nie zaatakował. Przekręciła klucz w zamku, który natychmiast ustąpił i weszła do obskurnej klatki, z której wydobywał się nieprzyjemny zapach alkoholu przemieszany z moczem. Skrzywiła się, ale poszła dalej, na drugie piętro. Po raz kolejny włożyła odpowiedni klucz do odpowiedniej dziurki i przekręciła dwa razy, słysząc jak zamek ustępuje. Po chwili była w swoim nowym królestwie, które w żadnym stopniu nie przypominało tego starego.
            Zostawiwszy walizki, udała się do szpitala na obdukcję, gdzie potwierdzono pobicie, a także stwierdzono poronienie. Zacisnęła dłonie w pięści i zabrawszy dokumenty, udała się na policję zgłosić przestępstwo. Wszystko szło gładko dopóki nie powiedziała, kto jest jej oprawcą. Tomas Heredia. To przez niego policja nie zdecydowała się na żaden ruch. Jest przecież Mundial, a oni nie będą skazywać się na granie bez kapitana, króla strzelców. Co więcej, wybuchłby przecież skandal. On, taka gwiazda, postrzegany wszędzie pozytywnie miałby stanąć przed sądem? To by zniszczyło mu karierę, a Argentynie zabrało podstawowego gracza. Z tego też powodu policjant na końcu wpisał, że Violetta spadła ze schodów, a żadnego pobicia nie było. Jakie to typowe. Ile razy słyszymy, że nie należy ignorować jakiejkolwiek formy przemocy, że ona jest zła. A w momencie, kiedy prosimy o pomoc, zgłaszamy takie rzeczy, służby udają, że nie ma problemu. Przecież od bezpieczeństwa ważniejszy jest wizerunek, który w tym przypadku mógłby zostać zachwiany.

            Po jakiejś godzinie wszystkie zdjęcia, które przypominały jej o przeszłości były spalone. Zostały po nich tylko zgliszcza. Odeszły w zapomnienie tak jak jej dotychczasowe życie. Jaka szkoda, że w ten sam sposób nie możemy się pozbyć wspomnień.
            Zgasiła ognisko i poszła do swojego mieszkania. Od wejścia w oczy rzucały się szare, obdarte ściany. Nie miała pieniędzy żeby, chociaż kupić farbę i pomalować pomieszczenia znajdujące się w jej nowym lokum. Chętnie wymieniłaby stare, zniszczone meble, których kolor ciężki był do stwierdzenia, na nowe. A chociażby nowsze. Śpiąc na łóżku nie dało się stwierdzić, czy rzeczywiście śpi się na nim, czy raczej na podłodze. Czasami miała wątpliwości, czy dobrze robi ścieląc łóżko, jednak bała się, że po podłodze mogą biegać myszy lub szczury, toteż uparcie tkwiła na niewygodnym łóżku.

***

Przystojny brunet maszerował z lotniska uliczkami Buenos Aires. Mógł wsiąść do taksówki i po prostu przyjechać nią do domu swojego wujka bądź zadzwonić po niego, czy ciotkę, ale Włoch wolał się przejść, toteż teraz szedł parkiem, ciągnąc za sobą wielką, czarną walizkę. Uwielbiał tutaj przebywać. Zawsze cieszył się, kiedy ciotka dzwoniła do jego matki, aby przyjechał w odwiedziny. Tylko tutaj trawa wydawała się być bardziej zielona, a ptaki śpiewały głośniej. Pomimo tego, że Buenos Aires było dużym miastem każdy ze spokojem mógł znaleźć coś dla siebie. W każdej chwil. Nieważne czy wolał ciszę i spokój czy hałas i dobrą zabawę. W metropolii były miejsca takie i takie, co sprawiało, że było wyjątkowe. Nie wszędzie każdy znajdzie coś dla siebie. Federico, chociaż sam mieszkał w Mediolanie nigdy nie lubił hałasu i tego całego miejskiego zgiełku. Często zaszywał się na wsi u babci swojego przyjaciela, gdzie mieli domek na drzewie i jeszcze, jako dzieci przesiadywali tam całe dnie. Pod tym względem nic się nie zmieniło. I zapewne już nie zmieni. W końcu w tym roku zdmuchnie dwadzieścia pięć świeczek. Lata młodości i dobrej zabawy mijają bezpowrotnie i trzeba się z tym pogodzić, a gdzie miał to zrobić jak nie u swojej ciotki, siostry swojej matki i ukochanej kuzynki, Violetty? Ostatnio w jego głowie pojawiła się myśl o tym, aby zamieszkać tu na stałe. Pomysł ten spodobał się Leonowi, który już wkrótce miał tu przyjechać i zamieszkać razem z nim. Brunet z wyróżnieniem skończył w tym roku prawo na najlepszej uczelni w swoim kraju. Nie jedna kancelaria się o niego biła, chcąc, aby pracował właśnie u nich, ale on nie chciał. Nie miał zamiaru przykuwać się na kolejne lata w stolicy mody. Dla niego to była istna katorga. Nie chciał siedzieć i pomagać kryminalistą za duże pieniądze. Wolał działać społecznie. Miał pieniądze i chciał pomagać, a jego rodzice go w tym wspierali. Zawsze sądzili, że trzeba wyjść do ludzi. W końcu mamy dwudziesty pierwszy wiek, a wciąż tak wiele osób nie umie czytać i pisać. Analfabetyzm, pomimo obowiązkowej szkoły, szerzy się wszędzie. Nie tylko, dlatego że ludziom się nie chce. Niektórzy po prostu potrzebują więcej czasu, dodatkowej pomocy, a jeżeli rodzice nie mają pieniędzy to mówi się trudno. Człowiek ledwie skończy podstawówkę i musi iść do pracy, bo nie ma, kto utrzymywać rodziny. Cywilizacja poszła do przodu, wskaźnik urbanizacji jest w tej chwili bardzo wysoki, ale wciąż zbyt niski. No i przede wszystkim nijak ma się do rzeczywistości. Słyszeliście kiedyś o takim pojęciu jak urbanizacja pozorna? A urbanizacja? To drugie pewnie tak, chociaż zapewne okrojoną wersję. Otóż urbanizacja to proces przemian społecznych, ekonomicznych, kulturowych i przestrzennych, prowadzący do powstania nowych miast, rozwoju już istniejących, a także wzrost liczby ludności miejskiej w stosunku do ogólnej liczby ludności kraju. I tego przede wszystkim tyczy się urbanizacja pozorna. Jak wiele ludzi ucieka ze wsi do miasta w celu znalezienia pracy? Często nie ma wykształcenia i tej pracy nie znajduje. Osiedla się na obrzeżach miast, bądź zaraz za jego granicami. W ten sposób tworzą się olbrzymie dzielnice pozbawione wymaganej infrastruktury, tak zwane slumsy. Czy tak nie dzieje się we współczesnym świecie? Urbanizację pozorną można zaobserwować w każdym kraju i tym właśnie ludziom chce pomóc Federico.
Idąc tak, doskonale znanymi uliczkami brązowooki nawet nie spostrzegł, że jest już na miejscu i puka do drzwi domu państwa Castillo. Drzwi otworzyła mu uśmiechnięta ciotka, a za nią zobaczył wystrojoną brunetkę, której nigdy wcześniej na oczy nie widział. Uściskał się z Marią i zapytał o Violettę.
- Violetta już tu nie mieszka. – Odpowiedziała Natalia, nie czekając na słowa matki. – Nie miała prawa tu zostać, ponieważ nie jest córką moich rodziców. To ja nią jestem. – Dwudziestoczterolatka dumnie wypięła pierś, strosząc się przy tym niczym paw.
- Nie pytałem Ciebie. – Warknął brunet. – Ale widocznie nikt Cię kultury nie nauczył. Ciociu powiedz, że to jest żart. – Spojrzał na siostrę swojej matki, a ta tylko spuściła głowę, czym uświadomiła mu, że Natalia nie żartuje.- Wyrzuciliście ją z domu? Na głowę Wam upadło? Gdzie ona jest?! – Cisza. – No gdzie, się pytam! – Wystraszona Pani Castillo podała chrześniakowi adres. Jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Jego głos przesiąknięty był nienawiścią, a ciśnienie widocznie podskoczyło. Twarz przybrała odcień czerwonego, niemal zlewając się z bluzką w tym kolorze. – Nienawidzę Was i nie wiem, jak mogliście zrobić coś takiego! – Wyszedł, trzaskając drzwiami. Zadzwonił po taksówkę i usiadł na walizce, czekając na żółty samochód. Na nic zdały się prośby Pana domu i jego żony, aby nie robił głupstw i wszedł do środka. Rozgniewały go tylko jeszcze bardziej.
            Irytujący żółty samochód podjechał pod willę i kierowca bez słowa schował walizkę chłopaka do bagażnika, po czym wziął od niego adres. Młodzieniec bez słowa pożegnania wsiadł do auta i zamknął za sobą drzwi. Nawet nie spojrzał na rodzinę. Sięgnął tylko po telefon i zadzwonił do matki, mówiąc jej, że nie będzie spał w tym domu, bo nie ma zamiaru przebywać z tak cynicznymi ludźmi. Jeszcze nie do końca wiedział, o co chodzi, ale zdawał sobie sprawę, że nie powinni wyrzucać Vilu z domu. Przecież mieszkała z nimi od urodzenia. Nie sprawiała kłopotów, uczyła się, nie okłamała ich nigdy. A oni tak bezdusznie ją potraktowali. Wedle niego nie było dla nich usprawiedliwienia.
            Chwilę później taksówkarz wysadził go pod wskazanym adresem. Młody mężczyzna podał mu odpowiedni banknot i wysiadł z samochodu, a następnie odebrał walizkę. Z przerażeniem rozglądał się po okolicy, która przyprawiała go o ciarki. Stara kamienica, dookoła pełno śmieci i podejrzanych ludzi to z pewnością nie miejsce dla tak drobnej i niewinnej dziewczynki, którą według niego wciąż była Violetta. Przypomniał sobie w głowie dokładny adres, uniósł głowę wysoko, aby pokazać, że się nie boi, a jednocześnie na tyle nisko, aby nie dać nikomu powodu do wszczynania bójki. Jemu przecież nie było wolno. Wszedł do odpowiedniej kamienicy i poszukał drzwi mieszkania ukochanej kuzynki. Zapukał, ale nikt mu nie otworzył. Ponowił czynność, jednak dalej odpowiadała mu głucha cisza. Zadzwonił do sąsiednich drzwi i już po chwili otworzyła mu urocza staruszka z biało-czarnym kotem na rękach.
- Dzień dobry, przepraszam, że przeszkadzam. – Zaczął – czy mogłaby mi Pani powiedzieć, czy mieszka tutaj obok taka młoda, śliczna dziewczyna? Jestem jej kuzynem i właśnie przyleciałem. – Zakończył. Babcinka zmierzyła go wzrokiem i westchnęła.
- A mieszka – zaczęła głosem, godnym jej wieku. – Biedna dziewczyna. Podobno została wyrzucona z domu. Jest w pracy. Powinna wrócić wieczorem. – Powiedziała, patrząc na niego wyczekująco, zupełnie tak, jakby chciała do wiedzieć się więcej, by potem móc spokojnie plotkować z innymi sąsiadkami.
- Dziękuję. A wie może Pani, gdzie ona pracuje? – Dociekał.
- Ano wiem. Jest kelnerką w restauracji Rose. – Rzuciła zrezygnowana tym, że chłopak albo nic nie wie, albo nie chce jej powiedzieć. Federico grzecznie podziękował i ponownie zszedł na dół, ruszając w stronę miejsca, gdzie pracuje jego kuzynka.

***

- Przepraszam, czy podać może kartę? – Spytała z uśmiechem kolejnego klienta, który jakimś cudem wszedł tutaj niepostrzeżenie i nie dostał spisu potraw. Od początku, kiedy go zobaczyła wydawał jej się znajomy toteż uprzedziła wszystkich swoich znajomych z pracy i jako pierwsza tu podeszła. Wstał i ściągnął swoje okulary przeciwsłoneczne, które zasłaniały mu pół twarzy. Bez słowa ją przytulił i powiedział ciche ‘tak’. Violetta wtuliła się w tak dobrze jej znane ramiona kuzyna, jednak po chwili się opamiętała i odsunęła. W jej oczach po raz pierwszy od dawna dało się zobaczyć iskierki szczęścia. – Wybacz Fede, nie mogę. Wywalą mnie.
- Jasne. Możesz mi podać kartę. I klucze od swojego mieszkania? Nie będę mieszkał u tych bezduszników, to się kłóci z moimi poglądami. – Uśmiechnął się szeroko. – O ile oczywiście mnie przenocujesz. Stęskniłem się, więc chciałbym spędzić jak najwięcej czasu z Tobą, a nie w hotelu. – Wyjaśnił, czym dał jej do zrozumienia, że już wie. Uśmiech na jej twarzy się poszerzył i skinęła tylko głową, po czym odeszła i wróciła po kilku minutach z kluczami i kartą dań.
- Nie przestrasz się, to nie hotel pięciogwiazdkowy, ale przynajmniej mam dach nad głową. – Westchnęła. – Cieszę się, że jesteś. Wszyscy się ode mnie odwrócili. – Dodała.
- Obiecuję, że Cię z tego wyciągnę, ale o tym pogadamy w mieszkaniu. O której kończysz? – Spytał, otwierając kartę, chociaż doskonale wiedział, co zamówi. Często przychodził tutaj z Violettą w przeszłości. Z nią i jej rodzicami.
- O dziewiętnastej. – Odpowiedziała. – To, co zwykle? – Spytała z uśmiechem, widząc, że chłopak stwarza pozory. Kiwnął tylko głową. Odeszła z uśmiechem na ustach i w kuchni z pamięci przekazała jego zamówienie, co spotkało się z niemałym zdziwieniem. Wyjaśniła im, że jest to jej kuzyn i zawsze to zamawia. Jej szef, słysząc to dał jej dwadzieścia minut wolnego, aż danie nie będzie gotowe, na to, aby z nim porozmawiała. Pisnęła z radości i rzuciła się mu na szyję, jednak po chwili się opamiętała, odsunęła i przeprosiła, po czym w biegu zdejmowała fartuszek służbowy i szła w kierunku stolika, przy którym siedział Federico.

***

- I tak oto znalazłam się tutaj. – Zakończyła swoją historię, nie pomijając żadnego szczegółu. Siedząc po turecku, na niewygodnym tapczanie, obserwowała, jak Federico przechadza się od jednego do drugiego końca pokoju, mamrocząc coś pod nosem i żwawo gestykulując rękoma. Poprawiła swoje opadające włosy i czekała na jakiekolwiek słowo. Nie było dla niej ważne, czy będzie to pocieszenie, czy coś zupełnie innego. Oczekiwała na jakąkolwiek reakcję. Zawsze liczyła się z jego zdaniem i wiedziała, jakie on ma podejście do podobnych rzeczy. W duchu liczyła, że faktycznie może jej pomóc.
- Nie mogę uwierzyć, że zrobili coś takiego. Masz wyniki obdukcji? – Kiwnęła głową. – Wytoczę im proces. Twojemu byłemu też. Nie podaruję im tego, że nie zareagowali na pobicie, a mu tego, że przez niego nie będę wujkiem. Chociaż to w sumie dobrze. Nigdy go nie lubiłem. Nie zasługiwał na Ciebie i nie byłby dobrym ojcem, ale to nie zmienia faktu, że zabił Wasze dziecko! – Stanął na środku pokoju i spojrzał na nią. – Nie wierzę też, że do mnie nie zadzwoniłaś! Wiedziałaś na pewno, że stanę po Twojej stronie. Znasz mnie, Violetto! – Zganił ją, podchodząc bliżej. Usiadł obok. – Nie mniej jednak, wiem jak pomóc. Wspólnie z Leonem zostajemy tu na stałe. On dojedzie niedługo. – Na dźwięk imienia szatyna jej oczy rozbłysły. Kiedyś, jako mała dziewczynka była w nim zakochana po uszy, ale on nie zwracał na nią uwagi. Zawsze była tylko ‘ukochaną kuzynką jego przyjaciela’. Jednak w gimnazjum coś się zmieniło.

Grali w butelkę na urodzinach Federico, kręcił solenizant i wypadło na Leona. Spojrzał na swoją kuzynkę i uśmiechnął się do niej porozumiewawczo.
- Pocałuj Violettę – rzucił. Wszyscy zamarli. Jego dziewczyna wyraziła sprzeciw, ale totalnie ją zignorował. Wstał i podał jej dłoń, którą ujęła. Był o głowę od niej wyższy, toteż zadarła głowę w górę, a on swoją pochylił nieco w dół. Miał to być niewinny pocałunek. Miał, a obrócił ich życie do góry nogami. Spojrzał w jej oczy i zanurzył się w jej ustach, niemal od razu wsuwając w nie swój język. Pieścił nim jej podniebienie, a ona nie pozostała mu dłużna. Zarzuciła mu ręce na szyję, a ten objął ją w tali. Kiedy się od siebie oderwali w pokoju panowała cisza, a wszystkie oczy wpatrywały się w nich.
- To koniec – usłyszał tylko piskliwy głos swojej dziewczyny, która chwilę potem wyszła z pomieszczenia, trzaskając drzwiami. Poleciał za nią, a ona następnego dnia wyjechała.

- Violetta! – Pomachał jej przed głową ręką, chcąc obudzić ją z transu, ale nie spotkało się to z oczekiwanym rezultatem. Potrząsnął nią lekko, co spowodowało, że spojrzała na niego rozmarzonym wzrokiem. Uśmiechnął się szeroko, wiedząc, co to oznacza. Nie miał zamiaru jednak jej tego mówić. Doskonale zdawał sobie sprawę, że zaprzeczy. Zawsze tak robiła. Leon zresztą też. – Odpłynęłaś. – Wyjaśnił, widząc jej karcące spojrzenie. – Na czym to ja skończyłem? A tak, już wiem. – Przeniósł wzrok na obdartą ścianę, jednak po chwili znów patrzył na nią. – Dzisiaj odebrałem klucze od naszego nowego miejsca pracy. Leon będzie psychologiem, ja prawnikiem. Potrzebujemy sekretarki i to Ty nią będziesz. Wiesz, w godzinach rannych będziemy działać społecznie, a potem normalnie. Potrzebujemy kogoś rozgarniętego. I zamieszkasz też z nami. Dom jest już kupiony. Wprowadzane są ostatnie poprawki i jeden pokój stoi pusty, nieruszony, bo nie mieliśmy na niego pomysłu. – Wyjaśnił. – Na razie możesz spać w moim, ja rozgoszczę się na kanapie, a jak skończymy Twój to pójdziesz do niego, a ja wrócę do swojego. – Dodał. – I nie chcę słyszeć sprzeciwu. Kancelaria połączona z gabinetem psychologicznym wymaga remontu, więc ruszy za miesiąc. Do tej pory możesz pracować tu, gdzie pracujesz. Ale w tym tygodniu powinni skończyć prace w domu, więc wprowadzisz się z nami. Oddasz rodzicom klucze i już nic nie będziesz im winna. – Dokończył, mimo jej wyraźnych sprzeciwów. Zamilkła na chwilę, a z jej policzków zaczęły płynąć łzy. Wiedziała, że na Federica zawsze może liczyć, ale to, co jej zaproponował przeszło jej najśmielsze oczekiwania. A on? Patrzył na nią w osłupieniu, nie rozumiejąc jej łez. Zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie powiedział czegoś, co ją zabolało, bądź obraziło, ale nic takiego nie przychodziło mu do głowy. Wiedziała, jak nie znosił jej łez. Nie cierpiał, kiedy była smutna, kiedy płakała, czy też, kiedy ktoś ją krzywdził. Dla niego była i zawsze będzie jego młodszą, małą kuzynką, która nosi dwie kitki. Już otwierał buzię, aby ją przeprosić i poprosić, by już nie płakała, kiedy rzuciła mu się na szyję i przylgnęła do niego całym ciałem, mocząc mu koszulę.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję… – szeptała przy jego uchu, pociągając nosem. – Jesteś najlepszy, Federico. Wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć, ale nie myślałam, że pomożesz mi aż tak. Nie sądziłam, że los się jeszcze do mnie uśmiechnie. – Dodała szybko, że niemal jej nie zrozumiał. Uśmiechnął się i objął ją mocno. Uspokoiła go. Wiedział już, że są to łzy szczęścia, a on nie ma, za co przepraszać. Podniósł głowę i pocałował ją w czółko, wyjaśniając, jak będzie wyglądało ich mieszkanie. Uspokoił ją, że zdaje sobie sprawę, iż na początku nie da rady się dołożyć do rachunków, bo z obecnej pensji będzie musiała zapłacić jeszcze rachunek za mieszkanie, w którym się znajdują, ale odpracuje to gotowaniem. A potem, kiedy już dostanie pierwszą pensję, będzie mogła spokojnie się utrzymać, a rachunki będą dzielić na trzy.
- Leon się ucieszy. – Rzucił cicho, kiedy Castillo poszła zaparzyć herbatę.





Rozdział, z powodu problemów osobistych pojawi się z małym opóźnieniem. Nie umiem powiedzieć, kiedy dokładnie.
Liczę na szczere opinie. ;)

27 komentarzy:

  1. super OS wyczekuje dalszej części ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :) Bedzię kolejna część ? Mam nadzieje że tak :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest świetny. Wyczekuję następnej części.

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny czekam na kolejną część i życzę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajmuje xddd
    OS jest swietny taki smutny i na koncu jest nadzieja na 'lepsze jutro' ^^
    Jest bajeczny <3
    Dawaj szybko druga czesc bo nie wytrzymam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. super!!!!!!! nie mogę się doczekać następnej części!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Super!!Jest mega!!!Niesamowity obrót akcji.
    Życzę dużo weny i chcę następne części<3

    OdpowiedzUsuń
  8. Boski OS ♥
    Zrób więcej części, błagam ♥
    Czekam na następną część (jeśli -mam nadzieje- będzie) jak i na następny rozdział ♥
    Pzdr, Liv ;*****

    OdpowiedzUsuń
  9. Super. Czekam na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawy pomysł na Parta :D Nie wyobrażam sobie tego ,żeby nie było kolejnej części :P Dlatego my tak bardzo ploooooosimy ♥ To taka miła odskocznia od cięzkiego tygodnia.. ja nie chce liceum.. chce spowrotem do podstawówki...:o
    POZDRAWIAM ! ♥ Agata

    OdpowiedzUsuń
  11. Wielkie brawa za one shot ! Jestem pod wielkim wrażeniem Twojego talentu , ciekawa tematyka i dość skomplikowana dla bohaterki mam nadzieje , że nie poprzestaniesz na jednej części , aczkolwiek pociągniesz tą historię dalej ! :') Życzę powodzenia !

    OdpowiedzUsuń
  12. Zajebiaszczy one shot!!! Czekam na następną część, mam nadzieję że się pojawi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nawet nie pamiętam kiedy ruszyłam dupę, żeby coś tu skomentować... Ale nie warto się przejmować, bo jestem tu na bieżąco. Przepraszam, że nawet nie daję na tym blogu śladu życia. One Shot należy do jednych z ciekawszych prac. Co ja mówię? WSZYSTKO co piszesz należy do grupy dzieł. <3 Dziwie się dlaczego jeszcze nie wydałaś jakiejś książki xdd
    Czekam na rozdział i bardzo chcę ujrzeć kolejne cz. OS'a <3
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Love <3 Bardzo mi się podoba chociaż jestem tutaj nowa to i tak widzę że masz wieeeelki potencjał :) Czekam na next
    Pozdro, Marti :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten OS jest piękny !!
    Taki głęboki !!
    Czekam na next !! ~ Julka ♥

    OdpowiedzUsuń
  16. Jaki niesamowity OS!
    Cande za każdym razem mnie zaskakujesz!
    Piszesz tak genialne rozdziały, One Shorty, wiesz co ci powiem? Mam nadzieje, że kiedyś wydasz książkę :)
    Nie mam pojęcia skąd bierzesz te pomysły! Są genialne, takie... Z życia wzięte :)
    Opisujesz często problemy prawdziwych ludzi i to w piękny, prosty sposób ;)
    Nawet nie wiesz jak się cieszę, że zaczęłam moją przygodę z blogami, bo dzięki temu poznałam masę wspaniałych osób o niesamowitym talencie, wśród których jesteś również ty ;) Dziękuję, że jesteś i dla nas piszesz. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  17. http://jortini-mystoryvikivilu.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy bedą wyniki konkursu?

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej, Candy... Jutro minie równe 20 dni od ostatniego posta, rozumiem, że możesz mieć jakieś problemy osobiste, może jesteś zajęta nauką, ale tak długa nieobecność jest do Ciebie nie podobna... Trochę się martwię... Żyjesz jeszcze? :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetny :-*

    Zapraszam do mnie : leonettaaq.blospot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Ogarnij się i odezwij! <3
    Proszę:D
    Martwię się o Ciebie...

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej, to już równy miesiąc o ostatniego posta, żyjesz jeszcze? Ale i tak czekam na kolejny rozdział kochana. <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy