niedziela, 1 października 2017

30. Zdrada

Violetta
Nasza mała Destiny ma już ponad miesiąc. Mam już zdjęte szwy, ale dalej nie byłam u ginekologa, który mógłby mi powiedzieć, że mogę już współżyć. Oboje za tym tęsknimy, chociaż mamy pełne roboty i nie mamy tak naprawdę czasu, aby o tym myśleć. Wspólnie przeszukaliśmy książki i Internet, aby sprawdzić, co na ten temat mówią naukowcy i inne mamy. Wiemy już, że pierwszy stosunek może być bolesny, więc Leon obiecał być delikatny. Jakbym kiedykolwiek w to wątpiła.
Wizytę u ginekologa mam dzisiaj. Z tego powodu do malutkiej przyszedł Federico, aby się nią zająć. Tatusiek chrzestny niech się pomęczy. Uświadomiłam go, że po wizycie najprawdopodobniej nie wrócę do domu. Jeżeli dostanę zielone światełko to pobiegnę do firmy swojego męża i zrobię mu niespodziankę. W domu mogłoby być ciężko, więc skorzystam z pomocy Federicowej niańki.
Uszykowałam sobie dwa komplety bielizny. Jeden zwykły, który założę do ginekologa, a drugi seksowny, w który przebiorę się po wizycie, jeżeli będę mogła pójść do męża. Chcę mu wynagrodzić to czekanie i trochę nakręcić. Wiem, że nie jestem już taka jak wcześniej. Czasami czuję się mało kobieco. Leon niby zaświadcza, że dalej jestem dla niego idealna, ale ja tego nie czuję. Wiem, że się powstrzymuje, bo nie moglibyśmy pójść dalej. Z tego powodu stara się, jak może, aby pozostać obojętny na moje wdzięki. Ale to boli. Prawie wcale mnie nie dotyka. Nie patrzy. Czuję się, jakby to, co było między nami wyparowało. I boję się, że w przyszłości i to niedalekiej zastąpi mnie kimś innym.
Spakowałam potrzebne rzeczy do torby i ubrałam się w elegancką sukienkę oraz wysokie szpilki. Było dość ciepło, więc nie zamierzałam zabierać płaszcza. Wyszłam z domu, całując wcześniej córkę w czółko i kuzyna w policzek. Poszłam do czekającej na mnie taksówki. Podałam adres i już jechałam przez ulice miasta do mojego lekarza.

***
Z uśmiechem na ustach przemierzałam ulice tego pięknego miasta, kierując się w stronę budynku, w którym przebywa teraz Leon. Mam pozwolenie od ginekologa i nie mam zamiaru już dłużej czekać. Chcę się poczuć jak kobieta i chcę zadowolić mojego męża, aby ten nie skoczył sobie gdzieś w bok. Niby mu ufam, ale z tyłu głowy ciągle mam to, jaki był. I się boję. Naprawdę się boję. Zaraz po wyjściu z gabinetu weszłam do toalety, aby się przebrać, więc teraz gotowa maszerowałam, aby w końcu poczuć swojego męża. Wiedziałam, że dzisiaj nic nie ma, bo go o to pytałam. Zresztą, nawet jakby wyszedł, zaczekam.  Kompletnie nic mnie nie powstrzyma.
Weszłam do olbrzymiego budynku i poszłam prosto do windy. Czas dłużył mi się niemiłosiernie, ale już po chwili witałam się z Fran, która stwierdziła, że spokojnie mogę iść do Leona. Z uśmiechem poszłam do jego gabinetu i weszłam po usłyszeniu zgody. Zakluczyłam za sobą drzwi. Następnie zasłoniłam żaluzje i spojrzałam prosto w oczy mojego męża, który patrzył na mnie jak zahipnotyzowany.  Odłożyłam torebkę na sofę i stanęłam na środku pomieszczenia. Powoli zsunęłam z siebie sukienkę. Widziałam, jak Leon wciąga powietrze, ale nie odwraca wzroku.
- Violu? – Szepnął gardłowo i wstał. Zbliżając się do mnie powoli. Ja również ruszyłam w jego kierunku. Kiedy był kilkanaście centymetrów ode mnie zmierzył mnie całą i zatrzymał wzrok na moich oczach, potem zjechał na usta. Nie mógł się zdecydować. Pokonałam dzielącą nas odległość i delikatnie musnęłam jego pełne wargi.
- Właśnie wracam od ginekologa – wyznałam, luzując jego krawat. Poczułam jak łapie mnie za pośladki i unosi, a ja momentalnie oplotłam na nim nogi. Zaśmiałam się. – Nie mogłam dłużej czekać. Federico jest z małą, więc mamy czas dla siebie – dodałam, całując jego usta.
***
- Wiesz, że nie miałem prezerwatywy? – Rzucił Leon, głaszcząc mnie p o ramieniu. Kiwnęłam głową. – Możesz zajść w ciążę – dodał.
- Trudno. Nie będę żałować. Małej przyda się brat, a my odwalimy wszystko od razu i potem nikt nie będzie nam psuł planów – zaśmiałam się. – Nie martw się, Leon. Poradzimy sobie. Jak zajdę w ciążę to możesz wybierać imię dla dziecka – dodałam, śmiejąc się.
- Już mam. Victoria jak dziewczynka i Marco, jak chłopczyk – stwierdził i pocałował mnie w nagie ramię. Uśmiechnęłam się, bo doskonale wiedziałam, dlaczego wybrał takie imiona. Nie miałam nic przeciwko nim.
- Widzisz – obróciłam się do niego i pocałowałam w usta. Wstałam i zaczęłam się ubierać, a Leon tylko mnie obserwował. – Widzimy się w domu. – Wyznałam, kierując się do wyjścia. Pożegnałam się z Fran i poszłam do Diego. Dawno go nie widziałam.
***
Po spotkaniu z Diego chciałam zamówić taksówkę, ale okazało się, że telefon musiał wysunąć się u Leona, bo nie miałam go w torebce. Zrezygnowana ponownie pojechałam na górę. Wyszłam z windy, kierując się do gabinetu ukochanego, nie patrząc w górę. Kiedy podniosłam wzrok, zamarłam. Oczy mi się zaszkliły, a torebka wypadła z rąk, robiąc przy tym hałas, który zwrócił na mnie uwagę dwójki bliskich mi osób. Fran odsunęła się od Leona i oboje spojrzeli na mnie z przerażeniem. Pokręciłam głową i chwyciłam torebkę. Cofnęłam się do windy. Kiedy drzwi się zamykały, widziałam, że Leon oprzytomniał i ruszył do mnie.
- Violetta, to nie tak – usłyszałam, ale nie miałam zamiaru tego słuchać. Oni się całowali. Leon całował się z Fran. Moja przyjaciółka całowała się z moim mężem. Łzy płynęły ze mnie, jak chciały. Wcale nie miałam zamiaru ich powstrzymywać. Złamali mnie. Ufałam im bezgranicznie, a oni mnie zdradzili. Nie mam pojęcia jakim cudem znalazłam się w domu, ale się znalazłam.
Federico siedział w kuchni i pił kawę. Wstał, kiedy mnie zobaczył i przytulił, pytając co się stało.
- Leon… On… całował się z Fran – zawyłam i spojrzałam na kuzyna. – Proszę idź mnie spakuj. Mnie i małą. Nie chcę go więcej widzieć. Muszę odpocząć. – Szeptałam załamana. Włoch kiwnął głową i bez słowa skierował się do naszych pokoi, biorąc walizki. Ja zabrałam laptopa. I sprawdziłam loty. Zarezerwowałam dwa bilety na lot do Europy. Schowałam notebooka do torebki, aby Leon nie mógł sprawdzić dokąd lecę i sięgnęłam po kartkę i długopis. Musiałam mu powiedzieć, co robię. Nie chciałam, aby martwił się o naszą córkę.
Leon.
Jak mogłeś?! Jak mogliście?! Cholera, ufałam Wam. Bezgranicznie! A Wy mnie zdradziliście. Mój mąż z moją najlepszą przyjaciółką! Nigdy Wam  tego nie wybaczę. Złamaliście mnie. Rozbiliście moje serce na miliony kawałków i nic już go nie sklei.
Zdradziłeś mnie kilkadziesiąt minut po tym, jak się kochaliśmy! Jak mogłeś?! Wyjeżdżam i zabieram Destiny. Nie szukaj nas. I tak nas nie znajdziesz. Nie pozwolę, aby moje dziecko wychowywała Twoja kochanka.
To koniec, Leon. Kochałam Cię, a Ty… Nienawidzę Cię.
Chcę rozwodu.
                                                                                                                                Kiedyś Twoja Violetta

Nabazgrałam kilka zdań, mocząc kartkę od łez. Poszłam na górę, pomóc przy pakowaniu. A kwadrans później jechaliśmy już na lotnisko. Nie zabrałam zbyt wielu rzeczy. Nie miałam zamiaru ryzykować, że Leon wróci i będzie próbował mnie powstrzymać. Poszłam prosto na odprawę, żegnając się z kuzynem.

Leon
Na zmianę z Fran próbowaliśmy połączyć się z Violettą, ale ona nie odbierała. Do cholery, przecież to nie tak. My jej nie zdradziliśmy. Fran miała cichego adoratora, który zaczął ją nachodzić. Nie chciał słuchać grzecznych wyjaśnień, więc jak ponownie przyszedł do firmy to wyciągnęliśmy grubsze działa. Niestety nie wyszło. Widział akcje z Violettą i zorientował się, że to tylko gra. Próbowałem pomóc przyjaciółce, bo zaczynała się go bać. Nigdy bym jej nie zdradził, do cholery!
Wróciłem do swojego gabinetu, nieustannie dzwoniąc do żony. Wtedy wiedziałem już, dlaczego nie odbiera. Westchnąłem i zabrałem aparat, kierując się do recepcji. Pokazałem go Fran. Dopiero po godzinie przypomniałem sobie, że Violetta mówiła o Federico. Szybko wybrałem numer do jej kuzyna. Odebrał za piątym sygnałem.
- Spieprzyłeś, Verdas – usłyszałem.
- Do cholery to nie tak. Ja po prostu – wyjaśniłem mu wszystko, bo wiedziałem, że bez tego nie mam, co liczyć na jego pomoc.
- Nie mnie to powinieneś tłumaczyć. Ale… Violetta właśnie wsiada do samolotu. Ona odchodzi, Leon. Obiecała, że się ze mną skontaktuje. Spróbuję Ci pomóc, ale nie wiem – słyszałem po drugiej stronie i się załamałem. Nie mogłem w to uwierzyć. Nie słuchałem dalej. Upuściłem telefon i zjechałem po recepcji, płacząc z bezsilności. Miałem gdzieś, że jestem w firmie. Miałem gdzieś, że wszyscy patrzą. Miałem wszystko w dupie. Ona odeszła.
- Leon? – Usłyszałem głos przyjaciółki, która kucnęła przy mnie – co się dzieje? Dzwonić po pogotowie? – Pokręciłem głową.
- Ona odeszła. Właśnie wsiadła do samolotu. – Wyszeptałem i rozpłakałem się do reszty. Poczułem, jak Fran mnie przytula i płacze razem ze mną.
- Przepraszam, to moja wina – szepnęła po chwili. Pokręciłem głową.

- Nie obwiniaj się. Mogłem się nie zgodzić. Mogłem za nią lecieć. Mogłem wcześniej zadzwonić do Federica. To moja wina. Cholera. Ona odeszła. Razem z moją córką. – Płakałem. Fran nic więcej nie powiedziała. Przez chwilę jeszcze posiedziała, po czym wstała i gdzieś odeszła. Słyszałem, jak do kogoś zadzwoniła, ale nie obchodziło mnie to. Straciłem ją. Violetta wyleciała. Odeszła. Zostawiła mnie. To koniec.

###

I mamy ostatni. Cóż w ostatniej chwili go zmieniłam. Początkowo nie mieli się kochać. Od razu miała zobaczyć Leona i Fran, ale wpadłam na nieco inny pomysł. Nie do końca jestem zadowolona. Zepsułam końcówkę. Ale osiągnęłam taki efekt, jaki chciałam. 
Nie mam czasu pisać tego raz jeszcze, więc zostanie tak, jak jest. I tak piszę to z wyprzedzeniem, bo w momencie, kiedy się ten post pojawi, ja będę na uczelni się uczyć. Masakra jakaś. 
Epilog 10.10 ;)

Tymczasem, zapraszam do siebie:
-> Other side of everything

Kocham Was!
Candy.

Chyba nie będzie happy endu...

10 komentarzy:

  1. JEZU, NIE
    NO COOO?!?!?!
    JAK TO NIE BEDZIE HAPPY ENDU
    TO NIE FAIR
    ONI TYLE PRZESZLI, ABY BYĆ RAZEM, MUSZĄ BYĆ RAZEM!
    TO NIE WINA VIOLETTY, ŻE LEON JEST TOTALNYM DEBILEM
    CAŁOWANIE SIĘ Z KIMŚ INNYM TO ZDRADA, IDIOTO
    JEZU, ONI MUSZĄ BYĆ RAZEM
    Wrócę to, jak ochłonę, bo mam ochotę coś rozwalić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z powodu, iż nadal jestem rozwścieczona, komentarza nie będzie phi.
      Masz to wyjaśnić w epilogu i tyle, zrozumiano? pff

      Usuń
    2. Spokojnie. Wszystko jest wyjaśnione. W epilogu... Ale happy end... Cóż... :D

      Usuń
  2. O BOŻE
    ZABIŁAŚ MNIE
    CO TY ZROBIŁAŚ
    O MÓJ BOŻE
    NIE, TO SIĘ NIE STAŁO
    KOCHAM I NIENAWIDZĘ TEGO ROZDZIAŁU
    I JAK TO "Chyba nie będzie happy endu..."?!
    CO CI WPADŁO DO GŁOWY?!
    Ale od tych złych przeczuć Leona, tylko czekałam na rozdział, w którym coś się stanie...
    LEON, SKĄD CI SIĘ PRZYSZEDŁ DO GŁOWY TAKI GŁUPI POMYSŁ?! ALBO TRZEBA BYŁO POWIEDZIEĆ VIOLCE
    FEEEDEEERIIICOOO RAAATUUUJ!
    CANDY, ZŁAMAŁAŚ MOJE SERCE
    PS. Powodzenia na uczelni xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczysz, co wpadło :D mam już napisany. Jest zaplanowany jakbym nie miała czasu go wstawić. Ale ze względów technicznych Was przetrzymam w tym napięciu ;)
      Pozdrawiam i dziękuję ;)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam komentarz, a potem przeczytałam notkę pod.
      COOOOOOOOO JAK MOŻESZ?!
      Wszystko ma się szybko wyjaśnić w tym Epilogu!!!!
      JAK TAK W OGÓLE MOŻNA?!
      Mam w sobie tyle emocji, że nie mogę logicznie myśleć!!
      Co ty ze mną zrobiłaś, Candy?
      Mam nadzieje, że szybko się pojawi!!
      Powodzenia w nauce i pisaniu ahahaha
      S.

      Usuń
    2. Dziękuję. Za oba komentarze. Miałam to szczescie, że zdążyłam je przeczytać ;) Epilog już jest napisany. Jest zaplanowany. Nie wiem czy będę miała czas na to aby wejść i wstawić go zgodnie z planem, bo zaczynam nową pracę i jak już pisałam studia, więc robiłam wszystko aby napisać go wcześniej i "zaplanować". ;D

      Usuń
  4. Cudowny rozdział! Tylko co to za końcówka?!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy