poniedziałek, 12 maja 2014

Coś, z czymś i bez niczego, czyli wczoraj było 2 miesiące. ;D I coś jednorazowego nie na temat. ;D

Hey ;D
Więc tak jak w tytule. Kompletnie nie na temat. 
Wczoraj blog skończył 2 miesiące, cóż nie miałam czasu żeby napisać, nawet głupią notkę, a co dopiero jakieś coś. :D Przepraszam.
Ale niedawno wróciłam na pewne forum, co prawda pod innym pseudonimem i znalazłam  takie coś, co jeszcze bardziej jest nie na temat. Napisane zostało w 2012 roku.
Żeby nie było, że nawet na dwumiesięcznicę nic nie wstawię to pozwolę sobie wkleić to. ;D

A! Dziękuję obserwatorom, komentującym i odwiedzającym. Mam już ponad 20 tysięcy wyświetleń. Dziękuję! :** <3
Ach, i powtórzę, bo ostatnio było to do edytowane i nie każdy zauważył. Wygląd bloga zawdzięczam cudownej Cannelli. Skarbie, raz jeszcze dziękuję. Będę wdzięczna do końca życia ;*
Dziękuję także za te nasze rozmowy na gg
Suzy, Tobie oczywiście również. ;* Trochę już przegadałyśmy.
Kocham Was wszystkich. <3 :**

Miłej lekturki ;)





Dawno, dawno temu… Co ja pie*prze?! Zaczęło się 31 grudnia 20** roku. No… Może trochę wcześniej, bo początek tego jest wynikiem poprzedniego.
Co znaczy życie? – Kiedy w nim tyle cierpienia. To pytanie od jakiegoś czasu pobrzmiewa w mojej głowie. – Co znaczy życie? – Nad tym pytaniem głowią się ludzie. – Dlaczego w życiu jest tyle cierpienia, tyle bólu? – Nad tym pytaniem rozmyśla większość świata.

Operacja. Coś, co powinno ratować życie. I tak jest. Jednak, gdy wracamy do domu okazuje się, że wystąpiły powikłania. Z powrotem do szpitala, walka o życie. Krytyczne wyniki, SMS od cioci z prośbą, aby modlić się o zdrowie i życie wuja i słowa lekarzy – „nie ma szans”, „nie przeżyje nocy”. A jednak się udaje. Znajomości robią swoje, zapewniają lepszą opiekę, co daje nadzieję. Chyba, że to był cud jak to mówią lekarze, cud, że serce wytrzymało. Następnego dnia oiom, wprowadzenie w śpiączkę kliniczną, podłączenie respiratora. Cała rodzina pogrążona w smutku… Po paru dniach wyniki się poprawiają. W rozmowie z niespełna czteroletnim synem tego człowieka usłyszałam, że tęskni za tatą, że chce się do niego przytulić, i że musi być grzeczny, aby on wyzdrowiał. Wtedy powiedziałam, że z tatą coraz lepiej, i że na pewno już niedługo wróci do domu. Dzień później spotkałam się ze starszym synem wuja, który powiedział mniej więcej to samo. Opuścił jedynie to, że musi być grzeczny, bowiem on wie, że to w tej chwili nie ma nic do rzeczy.

Cała rodzina przy telefonie czeka na jakąkolwiek wiadomość, że jest lepiej. Co otrzymuje?

Dzisiaj, gdy wstałam rano zastałam mamę zapłakaną w kuchni. Przed chwilą rozmawiała z ciocią, która przekazała wiadomość o stanie człowieka, który jest nam wszystkim bliski. Czy była ona dobra? Raczej nie. Skoro mama płakała musiało być źle. I tak było. Kiedy w końcu dowiedziałam się, co powiedziała ciocia zareagowałam tak samo jak moja rodzicielka. Zakażenie przechodzi w sepsę. Dostał antybiotyk. Jeśli zadziała będą jakieś szanse, jeśli nie… Jeśli nie to zmniejszą się one do minimum.
Pierwsze, co zrobiłam to weszłam w Internet. Musiałam sprawdzić, co się stanie, jeśli organizm nie wykaże żadnej reakcji na lek i sepsa stanie się prawdą. Wchodzę i czytam – „bardzo wysoka śmiertelność”. To już rozumiem, dlaczego takie niskie szanse. W jego stanie wyleczenie tej choroby będzie prawie niemożliwe. Co więc się stanie? Umrze? Zostawi żonę i dwójkę dzieci? Co zrobią Jego synowie? Młodszy według psychologa może mieć traumę, że to jego wina. A starszy? Będzie sobie pluł w brodę za wszystkie docinki i przykrości, których doświadczył z jego strony ojciec. Co zrobi Jego matka? Jeśli umrze będzie to już drugie dziecko, które zaśnie na wieki. A mama? Była z bratem bardzo zżyta. Jednego już straciła…
Czymże jest, więc życie? Pasmem nieszczęść, bólu, cierpienia. Fakt, że zdarzają się i sukcesy. Jednak, gdy przychodzi nieszczęście bije wszystkie radości na głowę. Dlaczego jest tak, że doceniamy coś lub kogoś dopiero wtedy, gdy wylatuje nam to z rąk. Patrząc na kuzynów i widząc strach w ich oczach, niewiedzę i niezrozumienie w oczach młodszego i ból, lęk o życie i wyrzuty sumienia w oczach starszego zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje? Czym oni zasłużyli na takie cierpienie? Dlaczego ten starszy dopiero teraz zrozumiał, że czasami ranił ojca, że powinien przeprosić a możliwe, że będzie już na to za późno.

Śpieszmy się kochać ludzi, bo nie wiemy, co przyniesie kolejny dzień, godzina a nawet minuta. I nie ważne ile mamy lat. Czasami zdarzy się coś, co przekreśli wszystko.
2012

Do usłyszenia w przyszłym tygodniu! ;D

9 komentarzy:

  1. ALe to piękne <3
    :* kochana Candy :**
    hehe gratulację 2 miesięcy :**
    Całuski i do zobaczonka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. supe czekam na rodzial i zycze weny

    OdpowiedzUsuń
  3. Tyle emocji. Pięknie wyrażone.
    Super, aż łezka kręci się w oku.
    Życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Candy!
    Gratulacje z okazji 2 miesięcy bloga! Oby było ich jeszcze więcej!
    Piszesz cudnie i mam nadzieję, że niedługo będzie rozdział :)
    O i podziękowania dla mnie? Pisanie z tobą to czysta przyjemność! No tak trochę już przegadałyśmy :D
    A przez dzieło, które tutaj pokazałaś chce mi się teraz płakać! Jest cudowne!
    Pozdrawiam Suzy

    OdpowiedzUsuń
  5. *o*
    No i co ja mam Ci powiedzieć?!
    To jest cudowne, nieziemskie i nie wiem jeszcze jak go nazwać !
    Ooo już dwa miesiące, nawet nie wiedziałam xD
    Nic dziwnego że masz tyle wyświetleń w końcu piszesz cudownie !
    No to czekam na rozdział, albo jakieś inne twoje cudo !
    Ściskam !

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu :3
    Szczegóły:
    http://leonetta-i-maxi.blogspot.com/2014/05/lba_18.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu
    leonivilunazawsze.blogspot.com
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy