piątek, 22 września 2017

27. Ślub

Półtora miesiąca później
Leon
To już dzisiaj. Dzisiaj ostatni raz obudziłem się, jako osoba wolna. Jutro obudzę się, jako żonaty facet. Dziewięć godzin i dwadzieścia trzy minuty. Dokładnie tyle zostało do rozpoczęcia ceremonii. I wiecie, co? Jestem szczęśliwy. Cholernie szczęśliwy, że nam się udało. Jestem pewny tego, co czuję. Mam tylko nadzieję, że chociaż w dniu dzisiejszym los będzie dla nas łaskawy i nie przyniesie nam kolejnych nieszczęść. Ostatnio było ich wystarczająco dużo. Wypadek Marco, poronienie Fran… Ludmiła tak to przeżyła, że również straciła dziecko. Jakieś fatum. Mam nadzieję, że nam się uda bez niespodzianek. Chociaż szczerze powiedziawszy, mam złe przeczucia. Oby na przeczuciach się skończyło.
Spojrzałem w bok, na wciąż śpiącą Violettę, która wyglądała tak spokojnie. Wiedziałem, że niedługo po mnie przyjedzie Diego i Federico, a do niej przylecą Lara, Fran i Ludmiła. Z tego powodu postanowiłem ją obudzić, aby potem nie oberwało mi się za to, że nie jest gotowa na przybycie dziewczyn.  Musnąłem delikatnie jej policzek, a później usta. I już miałem się odsunąć, kiedy poczułem we włosach jej dłonie, które przyciągają mnie do siebie. Zaśmiałem się, tracąc równowagę i zatapiając się w jej usta, kiedy tylko ponownie się z nimi zetknąłem.
- Za ile przyjadą nas rozdzielić? – Spytała z błyskiem w oku. Zagryzłem wargę i spojrzałem na zegarek. Odpowiedziałem, że za nieco ponad godzinę, co spotkało się z aprobatą mojej jeszcze narzeczonej. – Cudownie. Mamy pół godziny – wymruczała, wsuwając mi ręce pod koszulkę i ponownie zatopiła się w moich ustach. Odwzajemniłem pocałunek. Panna Castillo w ciąży jest, no cóż, wiecznie chętna na igraszki toteż doskonale wiedziałem, jak to się skończy. Ale nie chciałem tego przerywać. W końcu teraz po raz ostatni kocham się z Castillo. Następnym razem będę kochał się z Verdas.
***

Czterdzieści minut później zadowoleni zeszliśmy na dół, aby szybko coś przekąsić. Może to się wydać dziwne. Z opowieści Marco słyszałem, że w tym dniu się nie je, ponieważ człowiek jest tak zestresowany, że nic nie przejdzie mu przez gardło. Mnie to najwyraźniej nie dotyczy. Nie denerwuję się, bo nie mam, czego. Nie boję się, że Violetta zwieje sprzed ołtarza. Ustaliliśmy to piętnaście minut temu. Wychodzi na to, że oboje jesteśmy pewni i zdecydowani. A to na pewno ułatwia nam sprawę. Zresztą, no ludzie, czy bylibyście zdenerwowani po takim poranku? No właśnie.
Nie mniej, ze względu na czas nie bawiliśmy się w wykwintne śniadania. Postawiliśmy na zwykłe kanapki i kawę. Po skończonym posiłku włożyłem wszystko do zmywarki i ucałowałem ukochaną. Poszedłem się umyć i ubrać w dres. Kiedy kończyłem przygotowania potrzebnych rzeczy, rozległ się dzwonek do drzwi. Wiedziałem, co to oznacza. Zszedłem na dół, w razie, gdyby to jednak był ktoś inny. Vilu siedziała w samym szlafroku, ponieważ dziewczyny sobie tego zażyczyły. Nie chciałem aby oglądał ją tak byle sąsiad. Zbyt kuszący widok. No i zawsze to mógł być Thomas, którego dalej nie złapali. Wolałem dmuchać na zimne i sam otworzyć drzwi. Nie pomyliłem się jednak z przypuszczeniami. Byli to nasi przyjaciele. Dziewczyny od razu pomaszerowały do wskazanej przeze mnie kuchni, a chłopacy spojrzeli na mnie z uśmiechem.
- No Verdas… Koniec bycia kobieciarzem. Jesteś pewny, że nie chcesz się wycofać? – Spytał Diego, patrząc na mnie z uśmiechem. Wiedziałem, że było to pytanie retoryczne, ale i tak postanowiłem odpowiedzieć.
- Nie mam najmniejszego zamiaru – odpowiedziałem pewnie i kazałem im poczekać, po czym skierowałem się na górę po walizkę. Postawiłem ją przy drzwiach i chłopacy zaraz ją zabrali. Poszedłem do dziewczyn. – Nie zniechęćcie mi jej, bo nie ręczę za siebie – zaśmiałem się, wchodząc do kuchni. Podszedłem do narzeczonej i pocałowałem ją w usta. – Widzimy się w kościele za osiem godzin. – Szepnąłem jej na uszko. – Kocham Was – dodałem i skierowałem się do wyjścia, słysząc niezadowolone komentarze dziewczyn. – Do zobaczenia. – Pożegnałem się, wychodząc. Okey. Teraz zacząłem się denerwować. Co, jeżeli one namówią ją do zmiany zdania? Nie. Verdas, ogarnij się. Nie dadzą rady. To niemożliwe!
***
Trzydzieści minut przed rozpoczęciem ceremonii zaślubin wyszliśmy z domu Diega i pojechałem z nim do kościoła. Federico natomiast wraz z kierowcą limuzyny pojechał po dziewczyny. Stwierdził, że nie wolno nam zostawiać czterech bezbronnych kobiet na pastwę kierowcy, który nie wyglądał na przyjaznego. No i ktoś musiał je pospieszać. Zgodziłem się z nim. Miło było mieć kogoś, kto przyprowadzi Violettę. Z Federico się zaprzyjaźniliśmy, więc wiedziałem, że jeżeli dziewczyny coś nagadały to on na pewno przekona Vilu.
Kilkanaście minut później byłem już przed kościołem, gdzie spotkałem się z ojcem Włocha. To on, jako brat zmarłej matki mojej przyszłej żony postanowił zaprowadzić ją do ołtarza. Zresztą jest jej ojcem chrzestnym. Więc wszystko prawie się zgadza.  Kiedy zrobiło się za pięć poszedłem wraz ze swoim świadkiem do kościoła. Violetta była już w drodze. Federico zadzwonił do swojego ojca i poinformował go, że za chwilę zobaczy swoją chrześniaczkę. Zaraz za mną do kościoła weszli pozostali goście.
- Wymiękasz? – Usłyszałem szept mojego przyjaciela z dzieciństwa. Spojrzałem na niego i pokręciłem głową. Usłyszałem klakson limuzyny i spojrzałem w stronę drzwi, wyczekując wejścia ukochanej. Nie mogłem się doczekać aż zobaczę moją narzeczoną. Niestety w pierwszej kolejności zobaczyłem jej kuzyna z Ludmiłą i Larę, która uśmiechała się do Diega W następnej kolejności weszła Fran, która kroczyła w naszym kierunku, jako świadkowa Violetty. Dopiero chwilę później rozbrzmiały pierwsze takty marsza weselnego. Wszyscy wstali i skierowali swoje spojrzenia na wejście do świątyni.
Zaparło mi dech w piersiach. Violetta wyglądała jak księżniczka. Miała pięknie upięte włosy i fantastyczną suknię. Wybaczcie ten nikły opis, ale jestem facetem. Nie znam się na tym. Wyglądała obłędnie. Zupełnie jakby anioł zstąpił z nieba i postanowił uczynić mnie najszczęśliwszym mężczyzną w galaktyce, zostając moją żoną.
- Opiekuj się nią – szepnął ojciec Federa, podając mi rękę ukochanej. Kiwnąłem głowę i ucałowałem dłoń mojej dziewczyny. Spojrzałem jej w oczy i nie mogłem się powstrzymać, aby nie złożyć na jej ustach pocałunku. Przerwałem go szybko, słysząc chrząknięcie księdza. Zaśmialiśmy się oboje.
***
Nasz pierwszy taniec wykonaliśmy do piosenki Celine Dion – My heart will go on. Wybraliśmy ją, ponieważ jej tekst doskonale opisuje nasze uczucia. Kiedy tylko muzyka ucichła goście zaczęli domagać się pocałunku. Bez najmniejszego zawahania spełniłem ich prośbę, całując zachłannie moją żonę, po czym poszliśmy usiąść. Violetta była w czwartym miesiącu ciąży, przez co szybciej się męczyła. A ja nie chciałem jej przemęczać. Przed nami noc poślubna i poprawiny.
Przyjęcie było skromne. Ze względu na ostatnie wydarzenia postanowiliśmy nie wydawać hucznej imprezy. Nie byliśmy w nastrojach, aby się bawić. W ogóle chcieliśmy przełożyć ślub, ale nasi przyjaciele nam na to nie pozwolili, za co jestem im ogromnie wdzięczny. W końcu nie muszę już czekać.
Usiedliśmy przy stole, a Vilu położyła głowę na moim ramieniu. Objąłem ją delikatnie.
- Jesteś moją żoną – szepnąłem, patrząc na nią. Podniosła głowę i spojrzała mi w oczy z uśmiechem.

- A Ty moim mężem – odpowiedziała cicho i zbliżyła się do mnie, muskając moje usta. Rękę, którą ją nie obejmowałem ułożyłem na jej lekko zaokrąglonym brzuszku i pogłaskałem go kciukiem, po czym pochyliłem się i ucałowałem go lekko. Viola położyła dłoń na mojej głowie, wplatając palce w moje włosy. Podniosłem się i ponownie ją pocałowałem. Po oderwaniu nałożyłem nam coś do jedzenia. Muszę w końcu dbać o moje kruszynki. Po  chwili dołączyli do nas nasi przyjaciele. – Fran, powinnaś odpocząć – stwierdziła moja żona, patrząc na naszą przyjaciółkę. W pełni popierałem jej zdanie.
*~*
Jeszcze 3 rozdziały, epilog i koniec. 

Zapraszam na:
Jednorazówki i krótkie historie - 19.09.2017 pojawiło się całość "żyjąc złudzeniami". Lekko poprawione pierwsze dwie części i trzecia. To wszystko połączone w całość. Zapraszam, szczególnie tych, co czekali na tego shota ;)
:D

5 komentarzy:

  1. Awwww <3
    Wreszcie małżeństwo ♥
    Ale boję się tych złych przeczuć Leona :/
    Szkoda, że już tylko 3 rozdziały! :'(
    Super rozdział i czekam na nexta! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Boje się rozdziału pt ,,Zdrada"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię... Tam się namiesza :D

      Usuń

Obserwatorzy