niedziela, 16 marca 2014

02. Dziękuję.

Violetta

Już od tygodnia pracuje w firmie mojego wymarzonego księcia z bajki i teraz już wiem co Fran miała na myśli mówiąc, że przez jego łóżko przewinęło się pół firmy. Do niego codziennie przychodziła jakaś modelka, wychodziła po godzinie, dwóch, trzech. Czasami po niej wchodziła następna i znowu to samo. Nie raz słyszałam ich jęki czy inne rzeczy. Starałam się wtedy wychodzić do przyjaciółki lub do bufetu, ale nie zawsze była taka możliwość.
Po raz kolejny w tym miesiącu weszłam do firmy i po przywitaniu się z ochroniarzem udałam się do windy gdzie wcisnęłam przycisk z numerem cztery. Niestety za nim drzwi się zamknęły do małego pomieszczenia wszedł ktoś jeszcze. Diego Dominguez. Spojrzałam na niego przestraszona mrucząc ciche „dzień dobry” jednak ten nie odpowiedział. Zmierzył mnie tylko wzrokiem i kwaśno się uśmiechnął. Spuściłam głowę i zaczęłam przyglądać się swoim butom. Po chwili on wyszedł i udał się do siebie, a ja pojechałam piętro wyżej by następnie skierować się przed gabinet numer czternaście, do którego drzwi mieściły się w gabinecie numer trzynaście, czyli moim królestwie. Po drodze spotkałam Fran i zapytałam, czy Leon już jest. Upewniwszy się, że go nie ma zabrałam jego pocztę i odeszłam do siebie by zająć się pracą. Powiesiłam płaszcz i torebkę na wieszaku, zaniosłam do gabinetu Verdasa jego korespondencję, którą położyłam mu na biurku i wróciłam do siebie, gdzie zasiadłam do komputera. – Świetnie – mruknęłam pod nosem. Zapomniałam okularów. Znów więc wstałam i z torebki wyciągnęłam to co potrzebowałam i wróciłam na wcześniejsze miejsce.  Wpisałam hasło do komputera i czekałam aż się załaduje. W tym czasie spojrzałam na zdjęcia, które stały na moim biurku. Na jednym byłam ja, razem z rodzicami. Było to wtedy, kiedy mama była w ciąży. Na drugim nie było już mej rodzicielki tylko moja siostra. Zdjęcie zostało zrobione miesiąc przed tym przeklętym wypadkiem. – Tak strasznie za Wami tęsknię – szepnęłam przejeżdżając palcem po twarzach moich bliskich.  Zauważyłam, że system już się załadował, więc odszukałam na pulpicie dokument, który muszę dziś dokończyć i to szybko. Wzięłam się do pracy.


Leon

- Matko, jak mnie boli głowa – mruknąłem do siebie i rozejrzałem się dookoła. Spojrzałem na brunetkę leżącą obok mnie i przypomniałem sobie wczorajszą noc. Uśmiechnąłem się do siebie jednak po chwili spoważniałem. Zadzwonił mój telefon. Sięgnąłem po niego i spojrzałem na wyświetlacz. Lara. Niechętnie wstałem i odszedłem do innego pomieszczenia odebrałem. – Tak?
- Leon, gdzie jesteś? Nie wróciłeś do domu na noc, a obiecałeś. – Usłyszałem z drugiej strony. – Znowu jesteś u jakiejś laski? Leon, mam tego dość, rozumiesz?!
- Nie, nie jestem. Jestem u Marco. – Skłamałem. – Zasiedziałem się wczoraj u niego. Mówiłem Ci przecież, że z moimi kochankami koniec. Liczysz się tylko Ty. Inaczej bym się nie oświadczał.
- Leon proszę Cię, nie ściemniaj. Diego mi wszystko powiedział. – No tak. Diego. Kiedyś się ten ćwok doigra, przysięgam.
- Tak? A co Ci niby takiego powiedział? Bo ja nie mam nic do ukrycia.
- O tych modelkach, które w dalszym ciągu do Ciebie przychodzą. – Cholera, co tu zrobić. Myślałem przez chwilę i zacząłem się śmiać. – Co Cię tak bawi? Mnie wcale nie jest do śmiechu.
- Kochanie przepraszam, ale wiesz, w jakiej firmie pracuję. To normalne, że przychodzą do mnie modelki. Chcą porozmawiać o przedłużeniu kontraktu i inne takie. Uwierz mi, same nudy. – Powiedziałem i poczułem przyjemny dotyk na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się do siebie i odwróciłem w drugą stronę. Zasłoniłem słuchawkę i szybko musnąłem usta mojej wczorajszej partnerki. – Przepraszam Cię, muszę kończyć. Wiesz trzeba się zbierać do firmy. – Nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się i pchnąłem brunetkę na ścianę wpijając się w jej usta. Ta ze śmiechem oddała pocałunek wkładając dłonie za moje bokserki i drażniąc mojego przyjaciela.
- Śniadanie? – Zapytała po chwili nie przerywając swej czynności. Niechętnie się od niej odsunąłem i zabrałem jej ręce.
- Słońce, chętnie. Ale niestety nie dziś. Muszę lecieć do firmy. A jeszcze muszę wstąpić do domu się przebrać, bo przecież nie mogę iść w tym samym. – Puściłem jej dłonie i udałem się do sypialni by szybko się ubrać. Czułem na sobie wzrok szatynki. Uśmiechnąłem się do siebie i usiadłem na łóżko by założyć buty. Po tej czynności podszedłem do niej i musnąłem jej usta. – Dziękuję za wspaniałą noc. – Wymruczałem jej do uszka przegryzając delikatnie jej płatek.
- Polecam się na przyszłość – odparła ze śmiechem i odprowadziła mnie do drzwi. Wsiadłem do swojego sportowego samochodu i z piskiem opon ruszyłem w stronę domu.

***


Violetta

Kończyłam właśnie zestawienia dla szefa, a jego wciąż nie było. Spojrzałam na zegarek. Jest już po pierwszej. Czyżby Pan Prezes zapomniał, że ma być w pracy na ósmą? Po chwili przyszedł jakiś starszy mężczyzna, pytając o niego. Dziwne ma takie same oczy, jak mój, znaczy nie mój Leoś.  – Pana Prezesa jeszcze nie ma, przekazać coś? – Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Nie, poczekam na syna w jego gabinecie. Jeśli można. – O matko! Przecież to jego ojciec. No to teraz będą kłopoty! Muszę jak najszybciej do niego zadzwonić.
- Tttak, tak. Oczywiście – wyjąkałam. – Może kawy?
- Poproszę.
- Zaraz przyniosę. Proszę się rozgościć. – Wzięłam telefon i udałam się do takiej naszej kuchni. Po drodze podeszłam do Fran, by szybko dała mi numer komórkowy Verdasa.
- Ale Violu, po co Ci on? – Pytała.
- Fran to nieważne. Po prostu go potrzebuje. Przyszedł jego ojciec. – Wyjaśniłam po chwili, wiedząc, że nie odpuści. Tym razem bez pytań podała mi ciąg dziewięciu liczb, a ja dzwoniąc szybko oddaliłam się do miejsca, w które poprzednio szłam. Leon odebrał za drugim razem i to po czterech sygnałach.
- Tak, słucham?
- Leon? Przepraszam, że dzwonię. Tu Violetta. Musisz jak najszybciej tu przyjechać. – Plątałam się.
- Violetta? Coś się stało?
- Nie. To znaczy tak… - Nie potrafiłam się wysłowić. A śmiech, który usłyszałam po drugiej stronie wcale mi tego nie ułatwiał.
- To tak, czy nie?
- Ugh, po prostu Twój tata czeka na Ciebie w Twoim gabinecie. – Wydusiłam szybko. Po drugiej stronie usłyszałam ciszę. – Leon? Jesteś tam? LEON!
- Zaraz będę – odpowiedział po chwili i się rozłączył. Zrobiłam kawę, schowałam telefon do kieszeni i udałam się do gabinetu prezesa, by zanieść kawę starszemu z Verdasów.
- Proszę – powiedziałam kładąc filiżankę na stół. – Może chce Pan coś jeszcze? Coś słodkiego?
- Jeśli byłabyś tak miła. – Odparł z uśmiechem, a w jego policzkach ukazały się słodkie dziurki. Już wiem, po kim Leon to odziedziczył. – Możesz mi jeszcze powiedzieć, gdzie jest mój syn?
- On… - Co tu wymyślić? – Jest na jakimś spotkaniu. Zaraz powinien wrócić, bo – spojrzałam na zegarek – pewnie już się skończyło. – Wyjaśniłam.
- Dziękuję. W końcu mój syn ma kompetentną asystentkę. – Uśmiechnęłam się i udałam się do bufetu, bo coś słodkiego. Po drodze wpadłam na wychodzącego z windy Leona.
- Przepraszam – wydukałam – Twój tata myśli, że byłeś na spotkaniu. – Powiedziałam odchodząc. On tylko kiwnął głową. – Leon?!
- Słucham? – Odwrócił się i przystanął?
- Chcesz coś słodkiego? Bo idę po coś dla Twojego taty.
- Poproszę – uśmiechnął się. – I jeszcze kawę. – Udał się do swojego gabinetu.

***

Co za zwariowany dzień. Leon to mnie kiedyś wykończy i siebie przy okazji też. Sama właściwie nie wiem, po co go kryłam. Mogłam od razu powiedzieć jego ojcu, że nie wiem gdzie jest jego syn, nie dzwonić do niego i nie informować o niczym. W końcu powinien być w pracy. Chyba jednak nie potrafiłabym tego zrobić. No, bo jakby nie było w jakiś sposób, pomimo tego, jaki jest mi na nim zależy. Francesca nie powinna mnie pytać o powody mojej pomocy. Przecież doskonale wie jak sprawy się mają… Nie, nie wie. Przecież powiedziałam jej ostatnio, że już nic do niego nie mam i jest mi totalnie obojętny. Widocznie uwierzyła. Nic, idę spać.
Udałam się do łazienki, gdzie przebrałam się w piżamę i wróciłam do sypialni kładąc się na łóżku. Wpisałam krótką wiadomość do pamiętnika, zgasiłam światło i próbowałam zasnąć. Niestety nie było mi to dane, bo usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Niechętnie po niego sięgnęłam i odczytałam wiadomość.

Od: Leoś :*
Dziękuję za to, że mnie kryłaś. Odwdzięczę Ci się jakoś, obiecuję. Śpij dobrze, jutro mamy dużo pracy.
Leon.

Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie i odpisałam.

Do: Leoś :*
Chcesz się odwdzięczyć? Przyjdź jutro punktualnie, żebym znowu nie musiała Cię przed nikim kryć. Dobranoc.
Violetta

Odłożyłam telefon i poszłam spać.

***

Rano, kiedy byłam już gotowa poszłam na przystanek autobusowy. W firmie chciałam wziąć listy Leona, ale Fran powiedziała, że sam je odebrał. Uśmiechnęłam się do siebie. – A więc przyszedł punktualnie, a nawet przed czasem – pomyślałam i udałam się do swojego gabinetu. Jak co dzień powiesiłam płaszcz i torebkę na wieszaku, tym razem nie zapomniałam wyciągnąć z niej okularów. Wzięłam teczkę gdzie miałam wydrukowaną wczoraj wykonaną analizę i zapukałam do drzwi szefa.
- Proszę – usłyszałam zza drzwi, więc weszłam do środka z uśmiechem. – Cześć.
- Dzień dobry, prezesie – zaczęłam oficjalnie. – Wiem, że miałam to dać wczoraj, ale przez to całe zamieszanie zapomniałam – rzekłam podając mu teczkę.
- Ile razy będę Ci jeszcze powtarzał, że masz mówić mi na ‘Ty’? – Zapytał śmiejąc się. – Dziękuję – wziął ode mnie teczkę, a ja skierowałam się do wyjścia. – Zaczekaj! – Stanęłam i odwróciłam się w jego stronę.
- Stało się coś? – Zapytałam obserwując jak się do mnie zbliża.
- Nie. Chciałem Ci po prostu jeszcze raz, tym razem osobiście podziękować. – Stanął przede mną. – Jak widzisz, spełniłem Twoją prośbę i jestem dzisiaj punktualnie. – Zaśmiał się.
- Tylko, dlatego, że mamy dużo pracy, przed jutrzejszym posiedzeniem. Bo zapewne nic nie przygotowałeś. – Odparłam stawiając krok w tył.
- To też – odpowiedział po chwili. Położył ręce na moich biodrach. – Dziękuję – szepnął mi na ucho i pocałował w policzek, a ja… Zemdlałam.



To mamy numer 2. Czekam na opinie.
Dziękuję Julio za opinię. Postaram się poprawić i wejść na Twojego bloga w wolnej chwili. Ten rozdział pisany jest jeszcze bez Twojej uwagi, bowiem skończyłam go już dawno, ale w 3 postaram się zastosować do Twojej rady.
Pozdrawiam,
Candy.

9 komentarzy:

  1. Niech Violetta zacznie dbać o swój wygląd błaaagam!

    PS Genialne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Może w przyszłości ;)

      Usuń
  2. Jestem i już nadrobiłam. :D
    Ogólnie mam bardzo pozytywne wrażenia. Piszesz lekko i fajnie się to czyta. Historia ciekawa i myślę, że nie raz nas czymś zaskoczysz. Na przykład metamorfozą Violki? (Na którą bardzo liczę) :D No nic jestem ciekawa. ^^
    Muszę się zgodzić z Julką. Spróbuj ograniczyć dialogi i dodać, więcej przemyśleń a efekt będzie świetny gwarantuje. :3
    Jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić to wygląd bloga. Nie jest tak źle. :) Ale na Twoim miejscy poszerzyłabym trochę kolumnę główną, wyglądałoby to znacznie lepiej. Po za tym na mój gust w nagłówku jest trochę za dużo postaci i one troszeczkę za bardzo się ze sobą zlewają. :>
    A więc podsumowując, historia mnie wciągnęła, nawet bardzo i z niecierpliwością czekam na rozwój dalszy.
    Co mogę powiedzieć? Pisz dalej, rozwijaj się. A ja na pewno będę zaglądać. :) Życzę ci dużo weny i wiele sukcesów.
    Pozdrawiam, Soph <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. ;) Na temat metamorfozy nic nie zdradzę. Musisz poczekać, bo jeżeli będzie to do niej jeszcze trochę. :D
      Co to wyglądu, to na razie on jest w przeróbce. Taki niestety będzie dopóki nie znajdę czasu wolnego by na spokojnie zrobić nagłówek. ;)
      Jeszcze raz dziękuję :)

      Usuń
  3. Tak jak prosiłaś, tak jestem. Ogólnie czytałam już poprzedni rozdział, ale nie miałam czasu skomentować.
    Piszesz wspaniale, a Twój pomysł na opowiadanie jest genialny!
    Mimo, że blog ma dopiero dwa rozdziały już go kocham! <3
    Co do rozdziału:
    to takie słodkie, że Violu kryła Leosia. Pocałował ją! To takie urocze! Ciekawa jestem co będzie dalej! <3

    Czekam z niecierpliwością na nexta,
    Tini Verdas :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to bardzo miłe co piszesz ;)

      Usuń
  4. Bardzo fajna historia. Mi trochę przypomina serial "Brzydula", ale chyba się mylę. Na prawdę zemdlała! Vilu zacznij dbać o siebie! Bardzo fajnie piszesz i zaraz zabiorę się za następny rozdział.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    http://suzy-story-violetta-dorosla.blogspot.com/
    Suzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale Ci się nie dziwię, bo momentami faktycznie go przypomina. Choć nie wiem czemu, bo serialu oglądałam tylko kilka odcinków i to jeszcze X lat temu. Ale firma, brzydka Viola, Casanova Leon to się pokrywa. Reszta już mam nadzieję, że mniej. Finał i dojście do niego będzie jednak zupełnie inny. Tak mam w planach przynajmniej.
      Postaram się zajrzeć. Dziękuję i pozdrawiam. Candy. :*

      Usuń
  5. Kolejny wspaniały rozdział ;)
    Pochłonęłam go tak szybko ,że aż sama byłam zdziwiona .
    Ah...Leonowi tylko jedno w głowie....ale przynajmniej dobrze ,że z modelkami a nie z Larą ;DD

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy