piątek, 21 marca 2014

OS Leonetta. "Wieczna wojna" cz. 2


- Jak to jeszcze ich nie namierzyliście?! – Krzyczał rozzłoszczony szatyn krążąc po swoim gabinecie i spoglądając morderczym wzrokiem na swoich podwładnych. Od porwania Violetty minął tydzień. Siedem długich dni. Sto sześćdziesiąt osiem godzin, które dają dziesięć tysięcy osiemdziesiąt minut. Dla chłopaka to była wieczność. Na dobrą sprawę nie wiedział nawet czy jego ukochana wciąż żyje, aczkolwiek gdzieś głęboko w sercu czuł, że tak właśnie jest. Nie poddał się jak to przewidywał jego rywal.
„Miłość osłabia, jest naszym słabym punktem” przypomniał sobie słowa porywacza. Czy tak właśnie było? W pewnym sensie słowa trafiają w sedno. Bo jak można najprościej skrzywdzić wroga? Oczywiście, że uderzając w rodzinę. Człowiek tracąc bliską osobę załamuje się. Staje się wrakiem, czasami próbuje popełnić samobójstwo by na powrót złączyć się z ukochaną. Miłość zdecydowanie jest słabym punktem, ale czy tylko?
Co innego daje takiego Powera jak nie walka o życie ukochanej, jak nie chęć uszczęśliwienia, czy zaskoczenia drugiej osoby? Jeśli kochamy chcemy, aby ukochana osoba była szczęśliwa, bezpieczna. Nie przebieramy wtedy w czynach. Jak to mawiają ‘na wojnie i w miłości wszystkie chwyty dozwolone’. A to przecież była wojna. Wojna o miłość.
Pomimo wewnętrznego rozłamu, jaki przeżywa Verdas, chłopak się nie załamał. Przynajmniej się starał. Na wszelką cenę chciał znaleźć i uratować panienkę Castillo. Ale co, jeżeli na to będzie już za późno?
Wtedy pozostaje zemsta. I to straszna. Chęć zemsty to potężne uczucie, o ile tak to można nazwać. Sądzę, że każdy z Nas to może potwierdzić. A im gorszy czyn tym gorsza zemsta. Wyobrażacie, więc sobie, co czeka porywacza, kiedy Leon dopadnie go w swoje ręce?


***

- Wiesz, że Twój Verdas Cię szuka? – Zaczął cynicznie brunet wchodząc do pokoju, gdzie przetrzymywał szatynkę. Wzrokiem odszukał skąpo ‘odziane’ ciało dziewczyny, które w tej chwili pokryte było licznymi siniakami i zadrapaniami. Kobieta nie odpowiedziała. Spojrzała z pogardą na postawnego mężczyznę starając się rękoma zakryć swoje intymne części ciała, które przez jej podartą odzież nijak były zakrywane.
Violetta Castillo od tygodnia przetrzymywana poza Los Angeles, bita, poniżana, gwałcona. Wyglądała jak swój cień. Rozwalona warga i łuk brwiowy w ogóle nie dodawały jej uroku. Wszystko ją bolało. Mężczyzna codziennie przychodził wyładować na niej swoje popędy. A o ile od seksu nie potrafiła się obronić tak, jakby chciała o tyle od wszelkich innych pieszczot dawała radę. Przynajmniej po części.
Na ten przykład można przytoczyć sytuację sprzed trzech dni, kiedy to jeszcze przed stosunkiem zażądał od niej loda i siłą wepchnął jej swojego członka do ust dociskając przy tym głowę dziewczyny by ta nie uciekła. Castillo by tego uniknąć ugryzła go w ową część ciała, co było równoznaczne z tym, że na jej ciele przybędą kolejne rany i siniaki. Nie pomyliła się. Oprawca niemal natychmiast odciągnął ją za włosy od siebie i rzucił o podłogę kopiąc dodatkowo jej ciało. Po kilku kopnięciach, które najbardziej dotknęły brzuch poszkodowanej ponownie chwycił ją za włosy i zmusił do tego by wstała. Pchnął ją na łóżko i po raz kolejny wykorzystał.
Violetta wiedziała, że i tym razem czeka ją kolejny niechciany stosunek. W głębi duszy modliła się by chodziło tylko o jeden raz. Czuła obrzydzenie do siebie, miała wrażenie, że zdradziła ukochanego, choć zdawała sobie sprawę, że to nie jej wina, że to nie zdrada. Kiedy usłyszała od mężczyzny, że Leon ją szuka podniosła się trochę na duchu. Wiedziała, że on nie odpuści. Za dobrze go znała. Ale czy on jej wybaczy? Jest, bowiem coś, o czym mu nie powiedziała. Nie zdążyła.

***

- Leon, mamy! – Krzyknął Marco wchodząc po raz pierwszy od dłuższego czasu do gabinetu swojego przyjaciela bez pukania. – Gościu nazywa się Teodor Fruler, chłopaki właśnie namierzają jego kryjówki. Jedną mają. – Mówił szybko podchodząc do szafy, z której wyciągnął kamizelkę kuloodporną dla szatyna. Rzucił mu ją i podał broń. Oboje wyszli z niemrawymi uśmiechami na twarzy. Verdasa cieszyła pierwsza poszlaka. Po drodze do samochodu ściągnął koszulkę i pod nią ubrał kamizelkę. Z piskiem opon pojechali pod wskazany adres. A za nimi ruszyły dwa inne samochody. W końcu nikt nie miał zamiaru zostawiać ukochanego szefa samego, a nikt nie wie czy ktoś, a jeśli tak to ile osób jest pod adresem zdobytym przez informatyków.
Niepostrzeżenie weszli do środka. Jako pierwszy szedł Leon, zaraz za nim jego przyjaciel. Już w samochodzie wkręcili tłumiki w swoje pistolety tak, aby w razie wystrzału nikt nic nie słyszał. Uważnie przeszli cały parter, ale nikogo tam nie było. Zaglądali w każde zakamarki. W pewnym momencie coś usłyszeli. Jak na komendę wszyscy stanęli i zaczęli nasłuchiwać skąd dochodził dźwięk. „Góra” szepnął i ruchem głowy pokazał Verdas, który jako że siedział w tym najdłużej ma najbardziej wyostrzone pod tym względem zmysły. Kazał pozostałym zostać i pilnować czy ktoś nie wchodzi, on zaś wraz z przyjacielem udali się w kierunku wskazanym przez Leona. Zauważyli, że po korytarzu przechadzają się jacyś ludzie. Migowo umówili się, co zrobić i już po chwili obaj nieprzyjaciele mieli przystawione pistolety do skroni i zakneblowane dłońmi usta. Cichy strzał i powoli położyli ciała na ziemi tak by żaden huk nie zdradził ich obecności. Prawa ręka szatyna cofnęła się na schody i ruchem dłoni przywołała część dolnej warty do pomocy. Kątem oka zauważył trzy ciała leżące przy stopach kolegów, co świadczyło o tym, że w czasie, kiedy oni byli na górze ktoś wrócił do domu. Po piętnastu minutach wszyscy nieprzyjaciele byli już martwi, a im został jeden pokój do sprawdzenia. Szatyn nie wierzył już, że to tu jest przetrzymywana jego ukochana, ale nie mógł się powstrzymać od pokrzyżowania planów Teodora, a na pewno w pewien sposób to zrobi, jeżeli wybije część jego ‘armii’. Tym razem wszedł sam, a w oczy rzucił mu się młodzieniec. „Nowicjusz”, przemknęło przez myśl chłopaka. Z cynicznym uśmiechem wszedł pewnie do środka upewniając się uprzednio, czy zauważony chłopak jest sam.
- Czego chcesz? – Warknął przerażonym głosem blondyn, co jeszcze bardziej rozbawiło gościa. Leon wystawił przed siebie naładowany pistolet i wycelował pomiędzy oczy młodzieńca. Ten odruchowo cofnął się do tyłu.  „Zabawimy się” ponownie pomyślał Verdas i strzelił chłopakowi w nogę. Zielonooki upadł i syknął z bólu.
- Gdzie on jest?! – Warknął głośno i wyraźnie Leon podchodząc jeszcze bliżej i stawiając chłopaka na nogi. Młodzian, próbując być lojalny pokręcił przecząco głową, co spowodowało uśmiech na twarzy Leona. Kolejny raz strzelił, tym razem w drugą nogę, a z pokoju dało się usłyszeć głośny krzyk. Tym razem nie upadł. Nie pozwolił mu nadal trzymając jego bluzę. – Gdzie jest Teodor Fruler?! – Powtórzył pytanie szatyn, ale i tym razem nie uzyskał odpowiedzi. Ponowny strzał, tym razem nieco wyżej. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy. W międzyczasie przyszedł Marco z informacją, że w dalszym ciągu nie mają kolejnego adresu, co powiedział szefowi na ucho. Leon wiedział, że jeżeli chce dziś dopaść swojego wroga musi od tego tutaj wyciągnąć miejsce jego pobytu. Po piętnastu minutach tortur chłopak był już wycieńczony, ale w dalszym ciągu nie puścił pary z ust. Szatyn nie miał już pomysłu gdzie strzelać, zawahał się chwilę i przyłożył spluwę na przyjaciela chłopaka pod ścianą. – Mówisz, czy strzelić? – Zapytał pewny siebie, a widząc nowe iskierki strachu w jego oczach był przekonany, że wygrał. Zgadł. Z uśmiechem na ustach odszedł kilka kroków puszczając małolata. – Zasłużyłeś na przerwanie cierpienia. – Zakończył i strzelił po raz ostatni. Wyszedł.

***

- Jak to nie żyją?! – Krzyczał nagi mężczyzna zbliżając się do Castillo, która z zaciekawieniem przysłuchiwała się słowom wypowiedzianym przez oprawcę. Mężczyzna po chwili zakończył rozmowę i szybkim krokiem podszedł do dziewczyny ciągnąc ją energicznie za włosy postawił ją do pionu. – Nie doceniałem tego Twojego Verdasa – warknął jej do ust po czym przejechał po jej twarzy językiem. Violetta z obrzydzeniem zamknęła oczy i starała się odwrócić twarz w inną stronę. Nie dała rady, był za silny. Fruler, nie przewidując tego, że Verdas zna już ten adres po raz kolejny pchnął ukochaną szatyna na łóżko i przyssał się do jej ust wpychając w nie swój język. Po raz kolejny dostała w twarz za nieodwzajemnienie pocałunku. – Verdasowi byś dała, to mi też, rozumiesz?! – Krzyknął zdenerwowany i powrócił do poprzedniej czynności, jednak nic się nie zmieniło. Postanowił tym razem odpuścić i energicznie w nią wszedł, na co dziewczyna zamknęła oczy i uroniła łzy. Nie chciała krzyczeć, nie chciała dać mu tej satysfakcji, ale momentami się nie dało.

***

Dojechali na miejsce. Z przeładowanymi pistoletami ruszyli do budynku. Już na wstępie było widać, że dobrze trafili. Wejść tam było o wiele trudniej i tym razem nie obyło się bez ofiar. Tym razem niestety stracili jednego swojego, który nie zachował środków ostrożności i naraził całą ekipę na ujawnienie. Całe szczęście miał kogoś za sobą, który zabił tego, który już biegł, aby ogłosić alarm. W domu zachowywali się podobnie jak w poprzedniej lokalizacji. Pozbyli się zbędnego balastu w postaci ludzi Frulera. Kiedy już była cisza usłyszeli ciche krzyki. Szatyn rozpoznał w nich krzyki kobiety i biegiem udał się w tamtym kierunku, Marco poleciał za nim. Po chwili oboje otworzyli drzwi, z których dochodziły odgłosy szczytowania mężczyzny. Stanęli jak wryci na ułamek sekundy. W ciągu tej chwili przez głowę Verdasa przepłynęło tysiące myśli, jednak w dalszym ciągu nie zdradził swojej obecności. Cicho, niczym mysz kościelna, i z zaciśniętymi pięściami oraz szczęką podszedł do pary i ściągnął mężczyznę z kobiety rzucając się na niego. W trybie natychmiastowym Teodor miał rozwaloną wargę i nos. Leon wpadł w furię w momencie, kiedy zobaczył, w jakim stanie jest najbliższa jego sercu osoba. Violetta nie otwierała oczu, nie przerywała szlochu. Bała się. Nie wiedziała, co się dzieje. Chciała sprawdzić, ale jednocześnie się bała.
Tymczasem Verdas jak w amoku katował oprawcę swojej dziewczyny. Dopiero krzyki przyjaciela spowodowały, że zwolnił.
- Zostaw go! – Krzyknął Marco podchodząc do mężczyzn. Jeden z nich leżał już na podłodze, a drugi stał i ciężko dyszał.
- Widziałeś ją?! Widziałeś, co jej zrobił?! – Krzyknął zrozpaczony chłopak. „Leon” pomyślała po raz pierwszy, od tygodnia, szczęśliwa dziewczyna i w końcu otworzyła zapłakane oczy. Patrzyła na niego, ale on nawet na nią nie spojrzał. Dziewczyna ze smutkiem stwierdziła, że to wszystko przez to, co się stało. Obawiała się, że to koniec. Koniec z nimi.
- Widziałem. Ale ona potrzebuje teraz Ciebie. Nie mnie, czy kogoś innego. Ciebie. – Cicho wyjaśnił brunet będąc już przy przyjacielu. – Ja się nim zajmę. – Dodał na koniec, a Verdas przeniósł wzrok na ukochaną. Przekazał jeszcze przyjacielowi, że chce, aby Teodor był żywy, kiedy dotransportują go nieprzytomnego do bazy. To on chciał być tym, który go zabije, a przedtem jeszcze pomęczy. Uległ. Szef mafii posłuchał przyjaciela i odpuścił. Podszedł do niej i niepewnie usiadł na brzegu łóżka. Bał się. Nie wiedział jak dziewczyna zareaguje na jego dotyk. Domyślał się, że przeżyła tutaj piekło. Po chwili wahania przytulił ją mocno do piersi, a kiedy i ona się w niego wtuliła uśmiechnął się po raz pierwszy od tygodnia. Delikatnie przeniósł ją na swoje kolana i pocałował w czubek głowy.
- Przepraszam – wyszeptał cicho tak, aby tylko ona usłyszała. Spojrzał na przyjaciela, który wraz z chłopakami, którzy się tu pojawili wyprowadzał nieprzytomnego porywacza. Marco odwrócił się jeszcze i ruchem warg przekazał szatynowi, że wszystkim się zajmie. Odtransportuje go do celi i sprowadzi zaprzyjaźnionych lekarzy do bazy. Wyszli, a oni zostali sami. – Cholernie Cię przepraszam. To wszystko moja wina. – Szeptał dalej, a z jego oczu zaczęły wydobywać się łzy. Płakał. On, Leon Verdas, płakał. Ale kto by nie płakał widząc ukochaną osobę w takim stanie. Czuł, że Violetta robi to samo. Miał ochotę podnieść jej głowę, spojrzeć w oczy i pocałować szatynkę, ale się bał. To i tak dużo, że nie ucieka przed nim. W końcu on też jest mężczyzną, a po takim czymś trauma zostaje. Rozejrzał się po pokoju za czymś, czym mógłby zakryć ciało partnerki, ale nic nie zauważył. Dopiero po chwili pomyślał o prześcieradle, na którym siedzieli. Delikatne odsunął ją od siebie, co spotkało się z jej protestem. – Spokojnie. Nigdzie się nie wybieram. Znaczy wybieram, ale z Tobą. – Powiedział cicho, aby ją uspokoić i posadził ją na łóżko. Wstał i odgarnął prześcieradło. Owinął nim ukochaną i wziął ją na ręce. Opuścili ten przeklęty budynek.
Położył ją na tylnym siedzeniu, a sam zajął miejsce kierowcy.

***

- Lara przynieś mi do gabinetu jakieś swoje rzeczy dla Violetty. – Poprosił przechodząc obok dziewczyny. Violetta nadal płakała w ramionach Leona. W gabinecie zjawili się kilkanaście sekund później, a zaraz za nimi weszła Lara z rzeczami, a za nią lekarze. Został z nią. Po badaniach wyszedł na moment by ta zdążyła się ubrać, a on miał czas porozmawiać z lekarzami. Wysłuchawszy wszystkich zaleceń wrócił do Castillo, która siedziała na kanapie. Usiadł obok niej i niepewnie objął ramieniem. Szatynka bez słowa wtuliła się w tors chłopaka.
- Dziękuję – odezwała się pierwszy raz. Leon niemal podskoczył na dźwięk jej zachrypłego głosu. Przytulił ją mocniej do siebie i posadził sobie na kolanach. Siedzieli tak w ciszy kilka minut. Cieszyli się. Po raz pierwszy od tygodnia byli szczęśliwi. Szatyn w końcu miał w ramionach szatynkę. Oboje czuli, że mogliby tak zostać już do końca życia. Ale życie nie jest takie kolorowe. Choć zapewne tego byśmy chcieli. – Muszę Ci coś powiedzieć… - Przerwała w pewnym czasie ciszę dziewczyna.




Mamy wiosnę i mamy drugą część. :D Przed minutą ją skończyłam.
DZIĘKUJĘ! Nie myślałam, że w ciągu niecałych 2 tygodni będę miała ponad tysiąc wyświetleń. Dziękuję też za komentarze, a także podziękowania kieruje w stronę osób obserwujących. :D
Ostatnio zapomniałam, więc zapytam dziś. Jak nowy wygląd? :D I jak Wam minął Dzień Wagarowicza? <3
Trzymajcie się ciepło,
Candy. :*

22 komentarze:

  1. Genialne! Genialne! Geniaaaaalne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski!Cudowny!Niesamowity! Proszę o kolejną część jak najszybciej :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Postaram się, ale nic nie obiecuje. :*

      Usuń
  3. super będzie jeszcze jedna część jeśli tak na nie mogę się doczekać ale na rozdział też czekam kocham twojego bloga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Tak będzie. Jeszcze jedna albo dwie, w zależności jak mi to wyjdzie. :)

      Usuń
  4. suuuuuuuuuuuuper i OS i wygląd

    OdpowiedzUsuń
  5. WOW ale to było mocne <3
    po prostu boskie !!! jakie emocje :D
    chce astępny ciekawa jestem co powie że była w ciązy i zabito jej dziecko ?? poprzez bicie ^^ czy ma wczepisonego jakiegoś wirusa ?? :P :x
    jeju nwmmm hehe Lara dobra ??? dobre :3 a może Viola jest szpiegiem ?? :P jeju ale ten Shoot jest zajebisty czekam na next :*:*:
    buziaczki ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, wyczaiłaś. :D
      Dziękuję. :*
      Pozdrawiam :*

      Usuń
    2. jupi wyczailam serii ? jestem taka genialna jak ty ze takie pomysly ^^
      a z którym trafilam ?? :**

      Usuń
    3. A tego to Ci już nie powiem :D Musisz poczekać, aż opublikuję, Geniuszu. :D :*
      Serio. :P

      Usuń
  6. łał cudo a kiedy rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Rozdział niedługo. :)

      Usuń
  7. Ja bym na miejscu Leona, spuściła mu taki łomot, że nie wstałby więcej. Btw. Świetny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Ale Viola go potrzebowała :D
      Dziękuję :)

      Usuń
  8. Świetny ♥♥♥♥
    To było po prostu genialne :D
    Nie mogę się doczekać następnej części Bo będzie chyba nie ?
    Pozdrawiam ☺☺☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Tak, będzie :D
      Również pozdrawiam :*

      Usuń
  9. Matko...<33
    Najwspanialszy One Shot jaki czytałam ;**
    Jejku......to było PIĘKNE ..
    Czekam na kolejną część ;)
    +
    Zaczynam obserwować tego wspaniałego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  10. prosze dodaj dzis 3 czesc proooooooooooooooooooooooooooosze :):)

    OdpowiedzUsuń
  11. dodaj jeszcze dzisiaj 3 częś OS-a
    jest suuuuuuuupppppppppppper

    OdpowiedzUsuń
  12. superrr nie moge się doczekaćnext ciekawe co powie viola i czy się rozstaną

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy