sobota, 12 kwietnia 2014

07. Cześć, Violu. EDIT


Violetta

Te kilka dni minęło nam bardzo szybko i bardzo przyjemnie. Codziennie chodziłyśmy na spacery, masaże, a nawet do klubów. Po raz kolejny Francesca próbowała przekonać mnie do zmiany stylu na bardziej elegancki, dopasowany. Stwierdziła, że te szmaty, co noszę powinnam spalić. Pff! Jeszcze czego!  Na taki zabieg to trzeba mieć dużo pieniędzy i wyczucie stylu. A mi brakuje i tego i tego.
Niestety dzisiaj nadszedł koniec naszych wakacji i musimy wracać do domu, więc spakowałyśmy swoje walizki i ostatni raz poszłyśmy podziwiać widoki. Ciekawe skąd Leon zna takie miejsca?
Właśnie, Leon. Ten cholerny idiota znowu zakotwiczył w mojej głowie. I wcale nie ma zamiaru się stamtąd ruszać.  Zastanawiałam się nawet nad rzuceniem pracy, ale przecież nie mogę go zostawić. Jaka byłaby ze mnie przyjaciółka? Żadna, egoistka jak już.


Leon

W firmie doszło do kolejnej kłótni pomiędzy mną, a Diego. Matko jak mi brakuje Violetty, która na pewno by to jakoś powstrzymała. Ba, ona by do tego nie dopuściła, bo miałbym wszystko przygotowane. Diego nie miałby się, o co przyczepić, a tak? Jej nie ma zaledwie kilka dni, a ja sobie nie radzę.  Matko, co się ze mną dzieje?! Ja się nigdy nad sobą nie użalałem!
- Co, Verdas – wycedził brunet, a ja miałem wrażenie, że gdyby jego spojrzenie mogło zabijać to leżałbym już trupem, a on sponiewierałby w jakiś sposób moje ciało. Zero szacunku dla zmarłych. – Zamilkłeś?! Myślałeś, że jest Ci wierna?
- O czym Ty mówisz? – Zapytałem zdezorientowany. No tak, przez ostatnie dziesięć minut go nie słuchałem, więc nie wiem, co ma na myśli.
- O Twojej narzeczonej. – Zakpił – wyobraź sobie, że właśnie straciłeś mieszkanie i pieniądze, które miałeś na koncie. – Co? Nie, to nie możliwe. Czułem jak tracę grunt pod nogami. Ale zaraz, zaraz. Może nie wszystko stracone.
- Mam dwa konta, a Lara miała dostęp do jednego. Zresztą skąd to niby wiesz?
- Bo działa na moje polecenie. Bo pieprzy się ze mną od początku – ałć, zabolało. – Właściwie to kocha, jesteśmy parą. Od niej wiem o każdym Twoim ruchu. A najlepsze jest to, że nic nie możesz zrobić, policja nie pomoże, bo była współwłaścicielką. Jestem genialny, a Ty jesteś bezdomny. I co teraz zrobisz? – Spojrzałem na niego i za wszelką cenę starałem się by z moich oczu nie popłynęły łzy. Przecież nie pójdę do rodziców, bo co im powiem? Nie uwierzą, że Diego to zaplanował, że brał w tym udział. Uważają go za świętego, ufają mu. Stop! Nie mogę mu przecież wierzyć! Po pracy pojadę do domu i wszystko wyjaśnię. Teraz niestety nie mogę, bo zaraz mam spotkanie.
- Dlaczego Ty mnie tak nienawidzisz? – Zapytałem po chwili milczenia. Spojrzał na mnie wielkimi oczyma jak na idiotę i zawahał się chwilę.
- Ludmiła – wycedził i odszedł. A ja bezradny osunąłem się na kanapę. On wie.



Violetta

Zanim wróciłam do domu poprosiłam Fran by odwiozła mnie jeszcze do firmy. Chciałam sprawdzić, co się zmieniło, jak sobie radzą. No i przede wszystkim stęskniłam się za Leonem. Francesca się zgodziła. Chyba sama stęskniła się za znajomymi z pracy.  Zaparkowała samochód w wyznaczonym do tego miejscu i pośpiesznie opuściłyśmy pojazd udając się do budynku. Niestety nie miałyśmy identyfikatorów, więc Fran zadzwoniła po kogoś by nas wpuścił. Przyszła Ludmiła i przytuliła się z nami.
- Dobrze, że jesteście. Nawet nie wiecie, co się tutaj działo – zaczęła, a ja już jej nie słuchałam tylko pobiegłam do windy i do Leona. Musiałam sprawdzić, czy wszystko okey. Słyszałam jeszcze ciche pytanie blondynki, na temat tego, co mi jest. Na górze udałam się do gabinetu numer trzynaście, a stamtąd zapukałam do czternastki. Nie słysząc nic uchyliłam niepewnie drzwi i zajrzałam do środka. Zauważyłam Leona, który siedział i miał schowaną głowę w dłoniach. Niepewnie do niego podeszłam i położyłam mu dłoń na ramieniu uśmiechając się delikatnie. Powoli podniósł głowę i spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam ból.
- Co Ty tu robisz? – Zapytał po chwili milczenia i wstał, aby nie musieć zadzierać głowy.
- Przecież dzisiaj miałyśmy wracać, chciałyśmy sprawdzić, co w firmie. Co się dzieje? – Mechanicznie starłam pojedyncze łzy, które wypłynęły z jego pięknych oczu. Przecież on nigdy nie płacze! Leon wskazał dłonią na kanapę, więc na nią usiadłam. Zaczął mi opowiadać, o kłótniach z Diego o tym, czego się dziś dowiedział. Wyjaśnił, o co chodziło z Ludmiłą. Nie mogę uwierzyć, że zrobił to swojemu przyjacielowi, jednak kierowana instynktem przytuliłam go do siebie chcąc dodać mu w ten sposób otuchy. – Wszystko będzie dobrze – szepnęłam.
- Nie będzie. On mi tego nie wybaczy – odparł – a jakby tego było mało za dwadzieścia minut mam spotkanie i nie zdążyłem się przygotować. Bez Ciebie nie istnieję – dodał, a mi zrobiło się cieplej na sercu. Leon Verdas mnie potrzebuje.
- Wybaczy. Przyjaciele wybaczają. Tylko go przeproś i daj mu czas. – Uśmiechnęłam się szerzej, – dlaczego nie powiedziałeś o spotkaniu jak dzwoniłeś?
- Miałaś wolne, powinnaś odpoczywać, a nie mi pomagać – zaczął.
- Od tego są przyjaciele, Leon. – Wstałam i podeszłam do biurka. – To są te papiery? – Uniosłam pewien plik dokumentów, a on kiwnął głową. – Odwieziesz mnie potem do domu? – Powtórzył czynność, a na jego czole pojawiła się pozioma bruzda, co znaczyło, że zastanawia się, co planuję. – Idź powiedz Fran, że walizki wezmę po naszym dzisiejszym spotkaniu. Mam pomysł. Mogę tu? – Kiwnął głową i już go nie było, a ja siadłam za biurkiem i zabrałam się za dokumenty. Po dwudziestu minutach przyszedł Leon powiedzieć, że spotkanie za dziesięć minut. Podałam mu to, co już zrobiłam i wyjaśniłam, co wymyśliłam. Z uśmiechem na ustach pocałował mnie w policzek.
- Jesteś najlepsza! – Zabrał się za czytanie streszczonych pierwszych dziesięciu stron. Zostały mi jeszcze cztery, więc powinnam zdążyć. – Pójdziesz tam ze mną?
- A kawa?
- Jesteś asystentką, a nie sekretarką. Kawy ktoś przyniesie. Ty przez tę chwilę lepiej poznałaś dokumenty. Pomożesz mi? – Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem i już wiedziałam, że się zgodzę. No, bo niby jak ja mam mu odmówić. Nie dam rady.

***

- Co planujecie z Fran dziś robić, że się spotykacie? Tydzień Wam nie wystarczył? – Zapytał w trakcie drogi do domu, a ja mimowolnie się zaśmiałam. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Nie, po prostu wyciągnęła mnie tam na zakupy i namówiła na jedną sukienkę. Chce mi udowodnić, że w niej znajdę chłopaka, więc idziemy do klubu. – Wyjaśniłam wzruszając ramionami i obserwując go cały czas. Jego oczy powiększyły się do wielkości pięciozłotowej monety, co wywołało u mnie śmiech.
- Pójdziemy z Wami. – Oznajmił krótko i teraz to ja byłam zaskoczona i nie wiedziałam, co powiedzieć. – Nie wiem, co wymyśliła Fran, ale znam ją trochę, więc wiesz. Trzeba będzie Was pilnować. –Taa, pilnować nas czy wyrywać sobie kolejną panienkę? Chciałam mu to wygarnąć, ale jakimś cudem tego nie zrobiłam. Przynajmniej nie w tak ostry sposób jak bym chciała.
- Co najwyżej Fran, ale nią to się zajmie Marco. O mnie się nie musisz martwić, będziesz mógł zająć się sobą – odparłam – jesteśmy na miejscu. Dziękuję za podwózkę. Jedź zobacz, co z Larą. – Musnęłam szybko jego policzek i opuściłam jego Porsche. Pokiwałam mu i poszłam do domu.
- Cześć, Violu – usłyszałam, kiedy zaczęłam odkluczać drzwi i zamarłam. Wszędzie poznam ten głos, chociaż miałam nadzieję, że już nigdy go nie usłyszę, że On mi się już nigdy więcej na oczy nie pokaże. Jak widać, myliłam się. Niepewnie i z przerażeniem w oczach odwróciłam się w jego stronę, modląc się by to były jakieś moje urojenia, ale nie. Przede mną stał On. Nie zdążyłam wykonać żadnego ruchu, a chłopak już był przy mnie i wpił się w moje usta. Próbowałam go odepchnąć, ale był zbyt silny. – Tęskniłem – warknął i otworzył do końca drzwi i wepchnął mnie do domu. Zaczęłam uciekać, przewracałam przy tym krzesła, ale to na nic. Złapał mnie…


***


Leon

Podjechałem pod swój dom i zauważyłem, że nic się nie zmieniło. Uspokojony wysiadłem z pojazdu i udałem się do środka. Powoli pchnąłem drzwi i już w progu zauważyłem swoje walizki. A więc Diego chyba jednak mówił prawdę. Teraz przynajmniej wiem, dlaczego Lara nie chciała się ostatnio ze mną kochać. Głowa ją boli, zmęczona jest. Taaa. W pewnym momencie usłyszałem ciche jęki. Zaintrygowany udałem się w ich stronę, a one doprowadziły mnie do drzwi naszej sypialni. Szybko otworzyłem drzwi i to, co tam zobaczyłem spowodowało, że zachwiałem się i omal nie upadłem. Diego nie kłamał. Mam teraz na to dowód. Widzę to na własne oczy. Słysząc huk oboje przerwali i spojrzeli w moim kierunku. Widziałem nienawiść w oczach chłopaka, ale też coś jeszcze. Czy to była miłość? Tak, zdecydowanie. On ją naprawdę kochał. Spojrzałem na nią. Jej wzrok wyrażał zakłopotanie, ale twarz zdradzała zadowolenie. Chciałem mieć pretensje, ale wiem, że nie mam prawa. Sam ją zdradzałem na prawo i lewo, więc o co miałbym się czepiać? O to, że mi nie powiedziała, że go kocha? Czy może powinienem ją zapytać, co ja jej takiego zrobiłem? Przecież to jasne i sam znam odpowiedź. Dlaczego Diego to robi też już wiem. Popatrzyłem jeszcze chwilę na ten obrazek i pokręciłem głową.
- Życzę Wam szczęścia, zasługujecie na nie. Przepraszam – i wyszedłem. Tak po prostu. Poczułem ulgę, czy to nie dziwne? Chyba nie. Przynajmniej w moim przypadku. Ona mnie tylko ograniczała. Teraz jestem wolny i idę dziś do klubu. Mam, co opijać. Wziąłem swoje walizki, odłożyłem klucze na półkę i wróciłem do samochodu. Zadzwoniłem do Marco, wyjaśniłem mu krótko, co się stało i pojechałem do niego. Czekają mnie dłuższe wyjaśnienia, a potem impreza. Już się nie mogę doczekać, co nie jest dziwne. Dziwne jest to, że najbardziej się cieszę, że pójdą z nami dziewczyny. W sumie to też nie jest dziwne. Przyjaźnimy się i to normalne, że lubię spędzać czas w ich towarzystwie, w towarzystwie Violetty, że za nią tęskniłem jak była z Fran, że dzwoniłem praktycznie codzienne. To normalne, prawda? 




Chyba najgorszy rozdział na tym blogu. Przepraszam, że w ogóle go publikuje, ale obiecałam w weekend, a jakoś nie jestem w nastroju po wczoraj. Następny obiecuję, że będzie lepszy. Przynajmniej się postaram.
Jeszcze raz przepraszam, za to beznadziejne coś.
EDIT: Odnośnie wyglądu, to jeszcze nie jest taki jakbym chciała, ale podoba mi się bardziej niż ten stary, więc na razie taki najprawdopodobniej zostanie. :)
Do następnego, teraz OS.
Candy.

18 komentarzy:

  1. a tak wogule super rozdział czytam wszystkie

    OdpowiedzUsuń
  2. Co z Violą ??
    Będzie na imprezie ?:P czy jak :o
    Leoś się zakochał :D
    hehe <# Leonetta :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej, weź niech Vilu zmieni styl, tak ładnie proszę xD
    Super rozdział! <3
    Ana

    OdpowiedzUsuń
  4. Super!
    Co Violą?
    Leoś nareszcie wolny!
    I nie, to nie jest normalne Leon! Ktoś się tu zakochuje *-*
    Czyżby Violetta miała ubrać np. krótką obcisłą czarną miniówkę? Albo nie! Czerwoną!
    Pozdrawiam Suzy

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej, a może zamówisz wygląd u kogoś, kto się tym zajmuje na bloggerze, nie żeby coś... ale ten tak trochę razi, zwłaszcza to tło...

    A rozdział naprawdę fajny. Masz ogromny talent. Bardzo się cieszę, że trafiłam na tego bloga. Tak szczerze mówiąć marzy mi się, żeby ten typek albo zgwałcił Violę, albo żeby Leon ją uratował sama nie wiem co lepsze :)
    O co chodzi z tą Ludmiłą? To było powiedziane wcześniej, czy dopiero będzie? Na wszelki wypadek sprawdzę wszystkie rodziały.
    Jak każda Leonettoniarka (?) cieszę się, z rozstania Leona i Lary, ale... Głównym powodem mojego szczęścia, jest ta miłość, którą darzą się Diego i była narzeczona Verdasa. Nie wiem, dlaczego. To te twoje opowiadanie jest takie genialny, że nawet ich trochę rozumiem, Tylko Diego mógłby dać sobie spokój z jego pieniędzmi, niech Leoś coś z tym zrobi no!
    Ach Violetta i jejj styl... Pokłądajmy nadzieję w Francesce! Ona porafi zdziałąć cuda! :)
    Bardzo, bardzo mi się podoba i jestem już od dawna, ale dzisiaj mnie wzięło na jakiś dłuższy komentarz :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, może. Musiałabym poszukać, ale nie bardzo mam czas. Co do tła, to masz rację. Wgrałam nie to co miałam, a że potem nie byłam na blogu to nawet nie zauważyłam, dziękuję. :)

      Trafiłaś. Kolorowo nie będzie, ale więcej nie napiszę. Musisz poczekać.
      Dziękuję bardzo. :)
      Pozdrawiam,
      Candy.

      Usuń
  6. Candy!
    Przyznaje, na blogu jestem dopiero 2 raz. Piszesz świetnie. Jedna rzecz mnie ciekawi. Kto przyszedł do Violi? No cóż, niedługo się dowiem ;-)

    Nowa czytelniczka, Priss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi niezmiernie miło. Dziękuję :)

      Usuń
  7. A kiedy mniej wiecej pojawi sie nowy rozdział? Nie moge sie juz doczekac piszesz niesamowicie *.* <####

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Informacje, kiedy i co się pokaże masz po prawej stronie bloga. Rozdział najprawdopodobniej w sobotę.

      Usuń
    2. Sorki nie widzialam tego bo czytam na tele i dzieki za.info ;** nie moge sie doczekac <###

      Usuń
    3. Nie ma problemu, nie przepraszaj. :) Nie ma za co. ;**

      Usuń
  8. Niech Viola przejdzie metamorfozę !
    Rozdział genialny ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Super rozdział ;-)
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału
    Jestem ciekawa twoich pomysłów:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudo !!
    Czekam na next i OS !! ~ Julka ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Boski <33
    Nie wiem czemu, ale bardzo podoba mi się styl twojego pisania xDD
    Czekam na next ;)
    Buziaki ;**
    Ps. Zapraszam do siebie : leonetta-voyporti.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej !!
    Od dziś jestem czytelniczką twojego boskiego bloga ;)
    Bardzo podoba mi się styl twojego pisania.
    Czekam na nexta !!
    Zapraszam do siebie ludmila-mojahistoria. blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy